Wczoraj byłem ... - [SE] Klarälven
Szajba - 2013-09-16, 13:00 Temat postu: [SE] Klarälven Nie jest łatwym zadaniem wśród szwedzkich rzek znaleźć tę, której sprosta rodzina z małoletnimi w drewnianym kanu. Szukając, staraliśmy się znaleźć rzekę która nadal zachowała swój "rzeczny" charakter, nie jest usiana głazami a przenośki nie są nagminne i zbyt uciążliwe.
Rozwiązanie tego problemu właściwie znalazło się samo, gdyż podróżując w środkowej Szwecji nie sposób pominąć piękną krainę Varmland i rzekę która przecina ją - Klarälven.
Korzystając z opisu trasy jednej z firm organizujących spływy tą rzeką, postanowiliśmy wodować w Syssleback, skąd rozpoczynał się 116 kilometrowy odcinek rzeki do pierwszej przenośki.
Pozostawiwszy samochód na parkingu Sysslebäcks Fiskecamping AB w Syssleback (opłata 50 SEK za 3 dni), zwodowaliśmy nasze łodzie i z nurtem rzeki wyruszyliśmy na południe, na spotkanie przygody.
W początkowych kilometrach rzeka niesie wyśmienicie. Koryto usiane głazami, zmusza szlakowego do bezustannej obserwacji. Sternik ma mniej roboty, pióro w wodę i ... w przypadku gdy małżonka jest szlakowym ... słuchanie poleceń szlakowego.
Młodsza załoga dzielnie stara się podążać naszym śladem, choć uwagę jej zaprząta odwieczny dylemat kto ma kiedy wiosłować i który jest ważniejszy. Może kiedyś się dotrą.
Po kilku kilometrach rzeka zwalnia, tworząc duże rozlewisko, nurt się uspokaja. To koniec "prawie" białej wody. CZas wziąć się za robotę.
Płytka spokojna woda niesie nas przed siebie. Dno z kamienistego zmieniło się w piaszczyste. Najmłodszy uczestnik wyprawy z niecierpliwością rozgląda się za jakąś plażą czy choćby garścią piasku.
Druga załoga odnalazła w końcu swój rytm i miejsce kłótni wypełniły tematy ze "świata gier".
Ach, ta młodzież.
W oddali z brzegu kłania się nam starsza wiekiem, równie drewniana, tęga dama. Wygląda na samotną.
Kilka kilometrów dalej napotykamy budowniczych tratw. To bardzo popularny tu sposób na spłynięcie rzeką. W przeciwieństwie do podobnych atrakcji które spotkałem w Polsce, tu by spłynąć, tratwę trzeba zbudować własnoręcznie.
W końcu jest. Złota plaża, gorący piasek. Mimo iż mamy połowę sierpnia i popołudniowe godziny, słoneczko przyjemnie ogrzewa stare kości. Kto młody - do wody. Jest chwila czasu by zaplanować dzień do wieczora. Plan jest prosty - płyniem do czasu rozbicia obozu.
Po godzinnej przerwie ruszmy dalej. Mijamy kolejny most bliźniaczo podobny do poprzedniego, a właściwie wszystkich pod którymi już przepłynęliśmy. Gdzieś w oddali majaczy sylwetka aluminiowego Lindera z prawdopodobnie szwedzką obsadą.
Jakieś zdjęcie, przerwa na kawę.
Około 21 godziny cumujemy do brzegu i rozbijamy obóz. Ognisko, kiełbaski i wieczorne rozmowy wypełniają czas do późnych godzin nocnych.
Rano czyyli około 9 budzi nas coś na kształ wczesnego "brittsommar" jak to mówią tubylcy. Osobiście bardziej mi odpowiada określenie "indian summer", wydaje się bardziej klimatyczne, niestety do prawdziwej złotej jesieni brakuje kolorowych spadających liści i słońca przebłyskującego między nimi.
Rzut okiem na wciąż uśpione obozowisko. Trzeba pobudkę trąbić.
Kolejny dzień obfituje w niespodzianki.
A to kammienny troll
Stadko bernikli kanadyjskiej - jak przystało - gęsiego.
Bóbr - w drodze na spoczynek czy darmową wyżerkę ?
Rzeka regularnie meandruje, raz w prawo, raz w lewo, żadnych niespodzianek. Wysokie brzegi łagodnie przechodzą w podmokłe łąki.
Poranne mgły, piaszczyste wyspy.
I jakiś facet na filarze.
Czwartego dnia spływu postanawiam wyruszyć autostopem w górę rzeki po nasz środek transportu. Pełen optymizmu, staję na poboczu drogi, ochoczo machając to prawą, to lewą ręką w stronę przejeżdżających samochodów. Po półgodzinnym machaniu dla zrównoważenia wydatku energetycznego górnej części ciała, postanowiłem pomachać trochę nogami. Przeszedłem więc do czynów machając tak około 35 km nim w końcu jakiś litościwy zmotoryzowany postanowił zabrać mnie z pobocza i podrzucić do Syssleback. Wieczorem udało mi się dołaczyć do znudzonej przymusowym plażowaniem rodzinki i ruszyliśmy w dalszą drogę.
Kolejny przystanek - Östra Silen
Radek - 2013-09-16, 13:48
Udana wyprawa, fajne zdjęcia
Myszoor - 2013-09-16, 16:18
Widzę, że powinniśmy nie odpuszczać jej swego czasu dlatego, że wije się w cywilizowanym terenie. A przynajmniej nie odpuszczać jej górnego biegu - widoczki zacne :)
Co ma wisieć nie utonie, bo jedną z tras jakie mam na celowniki to Rogen - Fendsmarka - Tyrisleva (czyli Klararven po stronie NO) może się za rok uda ...
PS
A ze stopem to chyba pecha miałeś :\
ManaT - 2013-09-16, 16:54
Ładne widoki! Biwakować można tylko w wyznaczonych miejscach czy gdzie się spodoba? Tych 35km to Ci nie zazdroszcze
Szajba - 2013-09-16, 18:00
To właściwie tylko mały wycinek z całej wyprawy, a i zdjęcia nie oddają w pełni uroków Szwecji
Sam szczerze żałuję tego że musiałem sobie odpuścić wyższy odcinek, serce by chciało, ale rozsądek nie pozwolił. Przed rozpoczęciem spływu obejrzałem sobie rzekę kilkadziesiąt kilometrów w górę jej biegu i na rodzinny wypad była stanowczo zbyt biała.
Do autostopu chyba nigdy nie miałem szczęścia i jak widać skandynawia tego nie zmieniła
Biwakować można wlaściwie wszędzie tam gdzie Ci się spodoba. Jedynym problemem jest znalezienie kawałka płaskiego miejsca. Te 35 km nie było takie złe, mogłem się trochę rozruszać, choćc nie ukrywam że trochę mnie to rozczarowało
ManaT - 2013-09-16, 18:14
Ja mam to szczęście, że za smarkatych lat dużo jeździliśmy autostopem i moja żona nie ma oporów do tego sposobu podróży, nie bronię jej cierpliwie czekam na jej powrót. Wraca szybko.
Skarb! A jak wiosłuje !!
Zirkau - 2013-09-16, 19:13
rewelka, ja też tam chce.......
ManaT - 2013-09-16, 19:40
No i nam by się tam chciało. Rafał, jak wozisz kanułki? Na dachu samochodu? Czy na stopa zabrałeś wiosełko?
madrivercanoe - 2013-09-17, 08:45
Rafale gratuluje udanej wyprawy !
Szajba - 2013-09-17, 09:27
Nie ukrywam że i mi by się chciało jeszcze raz
Kanułki wożę na przyczepie. Z racji tego iż podróżujemy całą rodziną, w samochodzie nie starcza przestrzeni bagażowej. Dodatkowym plusem przyczepy jest to że taka wyprawa niekoniecznie musi być droższa niż jakikolwiek wyjazd w Polsce.
Wiosła nie zabrałem, być może to był błąd.
Gabriello - 2013-09-17, 10:50
Gratulować świetnej wyprawy
Piękne tereny i to foto porannych mgieł...
Trochę kreatywnego podejścia i można zobaczyć nie tylko nasz kraj,
a za te same pieniądze.
Kanuki się nie kurzą, na darmo nie budowałeś
Żółtodziób - 2013-09-17, 11:03
| Szajba napisał/a: | ...
Wiosła nie zabrałem, być może to był błąd. |
Wioslo, jak wiosło...
Szorty... !!!
madrivercanoe - 2013-09-17, 21:06
Rafał napisał
"Dodatkowym plusem przyczepy jest to że taka wyprawa niekoniecznie musi być droższa niż jakikolwiek wyjazd w Polsce."
Przychylam się do tego spostrzeżenia na podstawie własnych doświadczeń.
|
|
|