To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
forum.Kanu.pl »
Pośród trzcin i kamieni

Wczoraj byłem ... - Pamietny czas

Thialf - 2011-04-05, 21:01
Temat postu: Pamietny czas
02.04.20011r.
sobota godz. 10:20
O tej pamiętnej godzinie wyszedłem z domu obładowany torbą w jednym ręku o pagajem w drugim. Ruszyłem w kierunku harcerskiej przystani "Zatoka", gdzie przechowuję swoje kanu.
Data pamiętna tym bardziej, że był to mój pierwszy raz, dokładnie pierwszy raz miałem popływać swoim kanu.
Po dwudziesto minutowym spacerze dotarłem na miejsce. Delikatna mżawka wciąż unosiła się w powietrzu, oczyszczając je bardziej niż chłodząc. Praktyczny brak wiatru nie mącił nawet najmniejszą gałązką na drzewach. Ciepło i przytulnie. taką pogodę uwielbiam.
Na "Zatoce" gwarno. Pełno młodych i starych harcerzy krząta się po placu, zajęci własnymi sprawami, zerkając tylko co chwilę co to za jeden i czego tu szuka?
Dzięki uprzejmości jednego z młodych chłopaków wyciągnąłem kanu. Od razu przystąpiłem do wyklejenia na stewie loga forum, które to wcześniej wydrukowałem. Jednak efekt uważam za słaby. Raz, że wyszło trochę krzywo, dwa materiał z jakiego zostało wykonane kanu, nie ma idealnie gładkiej struktury. W dodatku czasem znajdują się tam małe drobiny piasku lub inny okruchów, które zostały wtopione w powierzchnię kadłuba. Dało to nie najlepszy efekt, widoczny na zdjęciu a jeszcze lepiej w realu.




11:15
Spakowane rzeczy leżą na swoim miejscu w kanu. Wykonuję ostatni obiecany telefon do żony i wypływam na wodę.
Mając głowę przepełnioną po brzegi dobrymi radami i filmami o tym jak powinno się pływać w kanu, decyduję się na podstawowy ruch wiosłem, "J"-tka. O dziwo jak na pierwszy raz nawet poruszałem się po linii zbliżonej do prostej, dzięki czemu wypłynąłem dostojnie ze spokojnych wód zatoki na rzekę. I tu moje kolejne tego dnia pozytywne zaskoczenie.
Woda na rzece zupełnie spokojne, niemal bez zmarszczek a co dopiero mówić o falach.
Miałem już okazję pływać po Odrze ale czegoś takiego się nie spodziewałem. Wymarzone warunki do nauki wiosłowania.



No i zacząłem naukę, chwilę jeszcze popróbowałem "J", później zmieniałem kilka razy pozycję by móc spróbować stwierdzić czy jest jakaś najwygodniejsza dla mnie. Zaliczyłem na wet pozycję klęcząc na jednym boku tworząc mały przechył kadłuba w jedną stronę. Przyznaję, że stara kontuzja kolana jednak uniemożliwiłem mi zbyt długo utrzymywać tej pozycji.
Po zmianach w siedzeniu przyszła pora na próby w różnych metodach wiosłowania.
"J"-tka wychodziła mi raz lepiej raz gorzej. Indiański sposób dla mnie to zupełna magia. Znam teorię jak to ma wyglądać, widziałem nawet filmy, ale i tak mi nie wychodziło, może następnym razem.
Ale, ale... uwaga będę się chwalił

Wydaje mi się, że parę razy udało mi się za wiosłować metodą Kanadyjską. Może to tylko złudzenie ale nawet szło i równo przez jakiś czas, póki nie traciłem rytmu. Jednak i to pewnie źle robię, bo robiłem dźwignię wiosła na kciuku, co później odczułem w postaci bólu. Jednak ta metoda, nawet jeśli jeszcze nie dopracowana, dawała mi najwięcej frajdy :grin:

Tym sposobem udało mi się minąć most Milenijny





Po rzece prócz mnie płyneły tylko kaczki oraz tajemnicza butelka.
Pewnie miała w środku zaszyfrowaną mapę skarbów, jednak bałem się rozpoczynać nowej przygody mając tak nie wiele czasu. To w końcu może prowadzić do poważnych problemów i można się przez to spóźnić na obiad. Mając te przestrogi w pamięci pozwoliłem odpłynąć w dal nie znanej przygodzie. Dziwne było też to, że kierowała się w górę rzeki a nie w dół jak przystało na dobrze wychowaną butlę.



Czas upływał spokojnie choć nie ubłaganie. Nauka szła powoli niczym tempo mojego samotnego okrętu, no strasznie powoli się posuwałem, ale przyznam szczerze, że nawet mi to odpowiadało. Zero stresu czy zabiegania, które towarzyszy w ciągu tygodnia. Cisza i spokój. Tylko pełno wędkarzy przy brzegach i o dziwo, żaden z nich nie warczał na mnie co się zdarzało się notorycznie, gdy pływałem w kajaku. Fakt, że posuwałem się o wiele ciszej wpływał na moją korzyść ale wydaje mi się też, że nowość jaką było dla nich zobaczyć kanu w tym rejonie, było tak ciężkim przeżyciem, że zapomnieli sobie pokrzyczeć an mnie. :P
Nie ubłaganie pojawiła się wyspa Rędzin po lewej stronie, przystrojona jak zwykle klejnotami z worków i innych śmieci. A w śród nich majestatyczne trony wędkarskie.



I nagle mym oczom ukazał się niesamowity widok w postaci śluzy.
Faktycznie sama śluza nie wzbudza we mnie jakiś podniosłych uczuć czy myśli jednak tego dnia robiła wrażenie, wyłaniają się po woli z mgły, która tam właśnie przykucnęła.
Efekt wzmacniał jeszcze górujący nad śluzą widok betonowego mostu, który to od niedawna tam budują, (obwodnica czy jakieś inne cholerstwo), oraz podobno najwyższy w kraju, obecnie dźwig, którym to posługują się przy budowie tegoż mostu.
Sięgam za aparat by uwiecznić chwilę i...i nic. Szybki skok w kierunku torby, wymiana na zapasowe baterie i...nic. No to następna próba z nowymi akumulatorkami i...nic.
Żadne z nich nie ożywiły mojego aparatu. Cichy, niemal martwy pozostał już do końca dnia.
Przyczyna nie działania baterii, nie znana, efekt brak zdjęć.
Z lekkim żalem ruszyłem w drogę powrotną, przyjmując postawę klęcząc na jednym kolanie co wzmocniło prędkość z jaką się poruszałem po wodzie. Ćwiczyłem dalej wiosłowanie metodą zbliżoną do Kanadyjskiej.
Pod mostem udało mi się spotkać ze znajomym a stamtąd już bliziutko do "Zatoki".
Wyciągnąłem na brzeg kanu, oczyściłem środek z naniesionej ziemi i dźwignąłem czerwone monstrum w górę. Omal mi krzyż nie strzelił, ależ to piekielnie ciężkie się wydaję przy tak rozłożonym ciężarze. Po paru metrach znów zlitował się nad de mną jakiś harcerz i wspólnie załadowaliśmy kanu do hangaru.

Dzień uważam za Bardzo udany i liczę, że już wkrótce będę mógł znów popływać sobie. Ćwicząc przy tym wiosłowanie, bo to jeszcze długa droga prze de mną.
Liczę też, że nie znudziła Was moja przy długo relacja z tych kilku godzin na wodzie.

Pozdrawiam Wszystkich

Myszoor - 2011-04-06, 10:06

No to teraz będzie już tylko łatwiej prościej i bardziej elegancko. Poza tym masz chłopie zdrowie i nerwy do tej Odry :] dla mnie strach się było na niej uczyć i jeździłem nieco dalej. No i u mnie o ile chrzest przeszedł dość spokojnie (wczuwam tu w tekście to samo napięcie które i mi wtedy towarzyszyło) to straty "w ludziach" przyniosło dopiero drugie brykanie - bo wydawało mi się wtedy, że już coś umiem :P
Thialf - 2011-04-06, 11:20

Myszoor napisał/a:
to straty "w ludziach" przyniosło dopiero drugie brykanie - bo wydawało mi się wtedy, że już coś umiem


mądra przestroga, będę pamiętał

Myszoor napisał/a:
Poza tym masz chłopie zdrowie i nerwy do tej Odry :] dla mnie strach się było na niej uczyć i jeździłem nieco dalej.


bo ja wiem? zawsze lubiłem Odrę i choć czuję do niej respekt to odcinek przy Wrocławiu czy Brzegu, który znam wydaje mi się spokojny i z roku na rok coraz mniej śmierdzi :mrgreen:

Myszoor - 2011-04-06, 11:29

Thialf napisał/a:
mądra przestroga, będę pamiętał

i tak Cię dopadnie tam gdzie się tego nie będziesz spodziewał :]

Myszoor napisał/a:
... i z roku na rok coraz mniej śmierdzi :mrgreen:

zmienisz rzekę - zmienisz zdanie ;) bo Odra wali po nozdrzach okrutnie - szczególnie w ciepłe dni - o upalnych nie wspomnę :P



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group