To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
forum.Kanu.pl »
Pośród trzcin i kamieni

Wczoraj byłem ... - San w Bieszczadach Wysokich

cano(n)ick - 2011-12-12, 23:55
Temat postu: San w Bieszczadach Wysokich
Po raz pierwszy w Bieszczady pojechałem w 2001.
Podobno w Bieszczady jedzie się tylko raz.
Później się już wraca...

Wyszło mi z mapy, że najdalej od siebie w Polsce mam w bieszczadzki worek, do Mucznego.
To było za drugim razem, 835 km w jedną stronę.
Później wracałem bardziej świadomie. Góry zaczęły się jakoś w głowie układać.

A skoro mam kanu, to może...
Największą rzeką w Bieszczadach Wysokich jest San.
Źródła ma na łące, tuż za granicą, później stanowi naturalny pas rozdzielający z naszymi wschodnimi sąsiadami.
Koło Łysej Skały, przy Smolniku odbija na zachód i tworzy Dolinę Sanu, zamkniętą od północy Otrytem, a od południa Magurą Stuposiańską, Połoniną Wetlińską i ich odnogami.
W Dolinie Sanu położone są najdziksze, puste, najbardziej zarośnięte trawami i samotne doliny w Bieszczadach: Hulskie, Krywe i Tworylne.
Te dwie pierwsze leżą bliżej cywilizacji. Dotarłem rowerem i pieszo. Trzecia pozostała tajemniczo niedostępna.
Zdecydowałem do niej dopłynąć. Na kanu.
Najpierw formalności: pływanie po Sanie po granicy wymaga zgody pograniczników zza miedzy. Aż tak mi nie zależało. Nasi, na pływanie w pasie przygranicznym wyrazili zgodę.
Dyrektor Bieszczadzkiego Parku Narodowego też nie miał nic przeciwko. Tereny Doliny leżą już po za jego jurysdykcją. A że w Dolinie jest kilka rezerwatów przyrody, uzyskałem też zgodę konserwatora przyrody z Rzeszowa. Uznał, że moje kanu "nie zakłóci..." i.t.d.
Przygotowany internetowymi opisami spływów kajakowych, że jednak się da, ruszyłem.

Wyprawa w czerwcu 2011. Pierwszy dzień na dojazd, z łódką na dachu.
Drugi - niedziela: tak mi zostało z żeglarstwa, że w niedzielę się nie zaczyna. Albo jakoś tak. No to czas na aklimatyzację, rozeznanie w terenie, zweryfikowanie mapy z stanem faktycznym



Zawiozłem też łódkę na Przysłup Caryński, pokazać jej gniazdo Tarnicy.

Następnego dnia, poniedziałek, ruszamy. Mamy się sprawdzić: kanu i ja, jak nam razem będzie szło.
Pierwszy kilometr nawet, nawet.



jest woda, są widoczki.







Za chwilę San się rozlewa, robi się płycej. Trzeba wysiąść z łódki i ciągnąć na holu.
Dno w drobne kamyczki, jakoś idzie. Trochę uciążliwe, czekałem na tę głębszą wodę.
Tymczasem... zrobiło się jeszcze płycej.
Załadowałem kanu na wózek i wiozłem dalej, po tym dnie.



Wybrałem sobie taką trasę, że w żadnym pobliżu nie było dróżki. Jedynie wodą.

No i za chwilę - jeszcze trudniej. Płaskie, kamieniste dno zginęło, pozostały skały.



Już nie dało się łódki wieźć. No to wodą, zygzakiem, szukając miejsc, gdzie woda się "przelewa", czyli jest jej na tyle dużo, że można spławić po progu kanu.
I zazwyczaj było to po tym drugim brzegu, niż gdzie akurat byłem.
Dno tarło o skały, ja się szarpałem z ciężarem, cuma wrzynała się w rękę.

I tu krótka dygresja.
Moje kanu jest aluminiowe. Nie wyobrażam sobie żadnego innego materiału, który by zniósł takie traktowanie i to przeżył.



Ale... za łatwo mi było. Skały w wodzie pozostały, tylko wody zrobiło się więcej. To znaczy głębiej. Posuwałem się (dalej zygzakiem) wystającymi grzbietami skał (to się chyba wychodnie nazywa) szukając miejsc, do przeholowania łódki o stopień niżej. I tak: 30 metrów w poprzek i 2 m w dół. Kolejne 30 w drugi poprzek i kolejne 2 w dół.



W miejscu, gdzie do Sanu wpada Wołosaty, zrobiło się na chwilę głębiej. Na tyle, że wsiadłem do kokpitu i powiosłowałem. Na ten moment wypadli z krzaków jacyś z aparatami i zaczęli mi robić zdjęcia. Jak wam ktoś będzie próbował udowodnić, że po Sanie i na kanu, to właśnie byłem ja. Tak ze 200 metrów.



Holując kanu, przebrnąłem jeszcze z 1,5 kilometra.
Słabłem z upływu krwi ;) (nogi rozharatane na skałach). Nie tak wyobrażałem sobie moje pływanie po Sanie.
Zmieniły się dwa warunki: wystające skały zaczęły być śliskie od glonów i wpadałem w szczeliny - dość głęboko, że bałem się zakleszczyć i wzdłuż rzeki pojawiła się droga. Zdecydowałem przestać walczyć, załadowałem kanu na wózek i pozostałe do noclegu 3 kilometry, kulałem się asfaltówą.
Wróciłem po autko pozostawione na starcie i...

Następnego dnia chciałem być sprytny.
Kajakarze ten odcinek Sanu nazywają "tarką chmielową". Dlaczego tarką, każdy widzi.



Katarakty(?) w miejscowości Chmiel.
Przedsięwziąłem skomplikowane zadanie logistyczne.
Żeby "to" minąć, zwiozłem autem kanu do Sękowca. Zostawiłem łódkę w gospodarstwie przy rzece (...tak Panie, pamiętam! Dwóch na kajakach próbowało. Ale zaraz wrócili. Z połamanymi...) zawiozłem samochód do Prezesa, dojechałem autobusem do mojego statku, zwodowałem, załadowałem - tym razem wszystko na cały tydzień i ruszyłem.



Po dwóch godzinach zygzakowania byłem 500 metrów niżej. Nawet nie dotarłem do tego zakrętu.



Powrót zajął mi mniej czasu. Już wiedziałem, którędy.



I tym razem: pieszo do Prezesa po auto, do Sękowca, zabrać łódkę i... odpocząć po trudach.

Różne przedmioty bywają w Sanie. Pierwszego dnia to był kierat. Drugiego: jakaś bezroga czacha.



Zwierzęta wychodzą w tych okolicach z lasu.
Bo w lesie się już nie mieszczą ;) .

Gospodarz z Sękowca skarżył się, że mu miśki na Tworylnym wyjadają miód z pasieki.
A Prezes opowiadał o stadach żubrów. Tam. Nie warto było próbować?

Na Tworylne dotarłem później pieszo. I dopiero, jak mi takie czarne zaczęły śmigać spod nóg, to sobie przypomniałem, że to rezerwat węży eskulapa.

W Bieszczady wróciłem w październiku.
https://picasaweb.google.com/kanu1961/BieszczadyPazdziernik2011?authuser=0&feat=directlink
Tym razem bez kanu.

Edit:
W czerwcu, po tygodniu mojego włóczenia się po Bieszczadach zaczęło lać. San przybrał. Brudna, skotłowana woda. No, a ja wiedziałem, co jest pod powierzchnią. I nie chciałbym próbować.

Thialf - 2011-12-13, 07:27

Przepiękne zdjęcia, dla mnie szczególnie dziewiąte od góry, ale te z linku też nie z gorsze.
Masz jakieś zdjęcia dna kanu po tej przeprawie?

cano(n)ick - 2011-12-13, 09:09

Wiesz, nie było tak źle.
Po powrocie do domu, w ruch poszła szlifierka i polerka.
Oryginalnie Linder robi kanu z 1,25 mm blachy.
Jest też wersja Inkas 525 "light", z blachy 1 mm.
Mam zapas grubości.
A do wgnieceń producent zaleca gumowy młotek.
Mam.

Myszoor - 2011-12-13, 11:29

cano(n)ick,

Fajnie się czyta :) I jak widzę na zdjęciach te płycizny to dziwnym trafem przypominają mi się pierwsze próby na Svartalven :\

cano(n)ick - 2011-12-14, 21:17

w uzupełnieniu:
Dolina Sanu widziana z Ruskiego w październiku 2011 "pod prąd"



[ Dodano: 2011-12-15, 18:40 ]
Informacje dodatkowe:

Sanem w Bieszczadach Wysokich przebiega "szlak wodny Błękitny San"
http://www.polskieszlakiw...&typ=3&szlak=41
przeznaczony głównie dla kajakarzy. Jego fragment wraz z "tarką chmielową" zaliczany jest do obowiązkowego odcinka Górskiej Odznaki Kajakowej PTTK.

Chciałem zacząć płynąć "na głębszej wodzie", niż początki szlaku.
Wyszło, tak jak wyszło.

Na Sanie, na odcinku którym płynąłem, jest kilka porośniętych drzewami wysp:
za mostem na Dużej Pętli Bieszczadzkiej
na wysokości Chmiela za "tarką"
na wysokości Krywego
na wysokości Tworylnego.
Podczas gwałtownych padów San przybiera i zalewa wyspy.
Znane i opisane ("Wołanie na Połoninach") są przypadki ewakuacji przy pomocy śmigłowca czasowych, nieświadomych lokatorów wysp.

Ostrzeżenie: na wysokości Krywego w nurcie pozostałości mostu.

Poniżej Tworylnego, w Rajskim, San wpada do Soliny.
I tu już waakaacjeee!

[ Dodano: 2011-12-15, 19:24 ]
Wyspa koło Tworylnego



[ Dodano: 2011-12-15, 19:30 ]
to, co "nie mieści się w lesie" ;)


Jack - 2012-02-22, 05:05

Z Przyjemnością przeczytałem reportaż, fajne zdjęcia... rzeczywiście, tylko podziwiać! W Bieszczadach nigdy nie byłem, a szkoda...


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group