bosman - 2012-02-02, 12:21 Sądziłem, Ewuniu, że zaproponujesz mi coś, koło mojego domu. Np. nigdy nie prześwietliłem Rzeczki Jeziorki. Tak, na dzień dobry LATO. Nie znam Obry. To fakt, nie do ukrycia. Ale przyrodniczo, np. Grabia, jest mi dalsza, od Łażnej Strugi. Choć nad pierwszą, świat usłyszał mój pierwszy krzyk. A na Ełku, kilka razy topiłem się, jako szczeniak. Grabia, z opisu i zdjęć jednego z kolegów, jest smutna i nieciekawa. Niczym kanał. Co potwierdzam. Szkoda czasu. Napisz, kilka zdań więcej. Choć:"Mądrej głowie..."! drawa - 2012-02-02, 12:41
bosman napisał/a:
Grabia, z opisu i zdjęć jednego z kolegów, jest smutna i nieciekawa. Niczym kanał.
[ Dodano: 2012-02-02, 13:07 ]
A kościół w Wiewiórczynie? Dziwnie spokojna rzeczka. Czy dużo drzew leży w poprzek cieku Rzeczki Grabia. Mam sztywność w krzyżach. Za to Łażna struga, obfituje w bąki, lub gzy, nie licząc dorodnych komarów. Nad Grabią, widziałem tylko muchy. Ale przyroda Mazurska, jest daleko bujniesza i wspanialsza.drawa - 2012-02-02, 13:07
Cytat:
W środkowej Polsce, w bliskiej odległości od Łodzi, płynie niezwykle urocza rzeka Grabia.
bosman - 2012-02-02, 17:04 Rety, to jest aż za Poznaniem! Na rzut kamieniem od Opola. Międzyrzec. Daleko. No nie stać mnie czasowo, na Obrę. Ale gdyby ktoś chciał latem, przepłynąć Puszczę Borecką, w każdym kierunku. Przesondować zawarte w Niej jeziora i strugi, to proponuję nawiązać kontakt, z:
http://www.lekuk.pl/
Nawet jeśli ceny byłyby u Nich, zbyt wygórowane, to miejsca wokół, jest dosyć. A gospodarze, sa tak uczynni... Tam, byłaby nasza baza namiotowa, może nawet w obrębie folwarku. A my, codziennie, zaliczalibyśmy...
Ja mieszkam, z Wisłą w oknie i Utratą, w drugim oknie. Obydwie rzeki mam w oknach i w obydwu przypadkach, mieszkam na lewych brzegach. Latem, w domku drewnianym. Zimą, w murowańcu. Przy letnim, z podwórcem, od biedy, można pościelić namiotami, jeśli miejsca w chałupce - zabraknie. Ale Utrata, przed Pruszkowem, szerokością nie grzeszy. A i od Pruszkowa, kawałek, kanałkiem ciągnie. Chyba że, Jeziorka. Ale to także do Opola i do Rzeszowa, daleko.
Do przemyślenia, Myszor,owi. Ale nic na siłę. A co z Pilicą?JUKA2000 - 2012-02-02, 20:37 Bosman dobrze się zastanów zanim zdecydujesz się na Jeziorkę . Ta rzeczka jest doceniana przez zwałkowców . Płynąłem nią w 2011 dwa razy i poległem za każdym razem.
Te spływy z założenia nie miały być odpoczynkiem, ale takiej ciężkiej orki to się nie spodziewałem.bosman - 2012-02-02, 22:07 Mając ją pod domem, nigdy nie próbowałem... Podobnie jak nie byłem w Zamku Królewskim, dwie przecznice dalej. Ale mógłbyś w "dwu słowach", opisać, co jest gwożdziem poległości?
[ Dodano: 2012-02-02, 22:14 ]
smera powiedział, że do kanu, od spodu, trzeba "przylutować" kołnierzami, buty gumowe "rybackie pachwinówki", na wprost otworów w dnie. I przeszkody, w odpowiednich sytuacjach, obchodzić, trzymając się za burty, lub zmocować na szelkach. Ale kanu, musiałoby ważyć, niewiele ponad dwadzieścia kilo.
Pewnie już zasypiał...ewa - 2012-02-03, 10:14 Bosman mamy już wstępny plan pływania na rok 2012 w różnych miejscach Polski, "koło nas" też. Jak już będę wszystko wiedzieć to napewno dam znać, tylko proszę brać pod uwagę, że my bardzo lubimy zwałki. Moja ulubiona rzeczka to Skrwa Pozdrawiambosman - 2012-02-03, 12:33 Klawo. Nic dodać. Moją ulubioną rzeczką, są wszystkie rzeczki wokół Ełku. Do tej pory, jeszcze ich "nie prześwietliłem".
A Twoją rzeczkę, zaraz będę oglądał z góry.
Z innej beczki. Moja pierwsza krypcia, jaką zdobyłem, to łódeczka transportowa, do transportu rannych, w czasie działań wojennych. Łódka, łódeczka, (pozostałość, po wojsku sowieckim), nieco ponad dwa metry, także szpicgat. Poszycie, na zakładkę. Ale charkterystyczna tym, że w miejsce kilu, była szeroka dębowa decha-płoza. Zapewne transport rannego, odbywał się przez ciągnienie poszkodowanego za jakimś pojazdem lub ręcznie, po każdym środowisku, co było widoczne po solidnych kółkach, zamocowanych na stewach, uchwyty do mocowania lin. Zapewne, można było mocować kilka takich łódeczek, z sobą. Taki kulig rannych. Jako dwunastolatek, nie byłem zbyt wyrośnięty, dlatego na głębokiej wodzie, łódeczka wystawała aż, o jedną deskę. Co przy spokojnym pływaniu, dawało wiele radości. Czasy były takie, że po za łódeczką, znajdowałem (w Ełku i okolicach)np. rower, kilka karabinów, et.ct.
Zmierzam do tego, że taka deska pod kanu (z końcami wygiętymi na parze, w stewy), dawałaby dużo. Niekoniecznie na stałe. I zwałki, szorowanie dnem kanu po szutrze, żwirze i innych przeszkodach, byłoby przyjemnością.
Ale ja się tu , Panie, rozgadałem, a młodzi niecierpliwi, już stroją ekwipunek na sezon.
Ja tymczasem pognałem moim góralem na "Siekierki", celem zasięgnięcia wiedzy w temacie: obłogi, fornir, koszulki. Wiatr, południowo-wschodni. Temperatura poniżej dwudziestu stopni. Marzy mi się wykonanie kanu z drewna. (mydelniczka wisi pod sufitem)
Moim sposobem. Może tylko "kupię", gięte we wrzątku wręgi, z posiadanego drewna olchy. (Miałem zrobić sobie boazerię do sauny.)
[ Dodano: 2012-02-03, 17:22 ]
Skrwa. A mogłaby nazywać się np. Świder. Ale ta nazwa, jest już zajęta. Czy kanu, pięciometrowe, pewnie większość, jest w stanie, skręcać (śróbkować), między zakrętami? Czy stewy, nie wyjdą na brzegi? Ciekawa rzeczka, nie bardzo ją widać z zieleni. I całkiem blisko Wwy.
Ja marzę o Szeszupie. Od dziecka, marzę przepłynąć nią. Kolega twierdzi, że widział tam jary, rowy morenowe, w których ona płynie. Także, pozdrawiam.ewa - 2012-02-03, 18:20 Bosman, zerknij na zdjęcia Skrwy z naszych wypraw, są na forum. Leo dodawał bardzo fajne z 2 wyjazdów. bosman - 2012-02-04, 08:34 Uf!!! Zerknęłem. I.. zamarłem. Toż nie trzeba jechać aż do dopływów Parany, Ukulele czy innej psotnicy. Jestem pełen uznania dla zacięcia tych czterech załóg! Fantastyczna przygoda. Zwłaszcza, z walką na "torze przeszkód". Aż trudno uwierzyć, że tyle paliwa drewnianego, marnuje się w nurtach tej rzeczki. Gdyby ustanowić odpust całkowity, za wszystkie grzechy, (ludności okolicznej), to kto wie, czy następnym razem, nie będzie łatwiej płynąć!
Ale taki rejs, przez knieje i zwałowiska drzew, daje może więcej dreszczyku i smaczku. Aż żal, takich pięknych kanu, na walkę z przeszkodami. Może piła łańcuchowa z odrobiną paliwa... Ale to byłoby pewnie, za proste. Oglądałem zdjęcia Leo. Dwa razy i wyślę zaraz, moim synkom-leniuchom. http://forum.kanu.pl/view...d6cdbe1e39#1945ewa - 2012-02-05, 08:48
bosman napisał/a:
Zwłaszcza, z walką
nie walka tylko przyjemność,
bosman napisał/a:
Może piła łańcuchowa z odrobiną paliwa
my mamy maczety i tomahawki:),
bosman napisał/a:
czterech załóg
tam nas więcej było tylko nie wszystkich widać JUKA2000 - 2012-02-05, 09:24
ewa napisał/a:
my bardzo lubimy zwałki
ewa , bosman - dla mnie zwałki to super rozrywka , ale w okolicach Jeziorki w 2011r. przeszła nawałnica i ,, dożyła trochę zwałek'' . Na odcinkach rzeki gdzie płynąłem powalonych drzew jest masa.
bosman napisał/a:
gwożdziem poległości
-jest ich częstotliwość. Po przeniesieniu kanujki (plus manele) 500-700 m na plecach, stwierdziliśmy że dalsze przedzieranie się przez krzaki i inne charmęzie nie ma sęnsu. Zwałki miały częstotliwość: zwałka;5-15 m wody ;zwałka;zwałka;zwałka;10m wody;zwałka itd.ewa - 2012-02-05, 09:31 Karol na Skrwie tak często zwałek nie ma a o Jeziorce trzeba będzie pomyśleć masz jakieś zdjęcia?drawa - 2012-02-05, 09:41
Cytat:
stwierdziliśmy że dalsze przedzieranie się przez krzaki i inne charmęzie nie ma sęnsu. Zwałki miały częstotliwość: zwałka;5-15 m wody ;zwałka;zwałka;zwałka;10m wody;zwałka itd.