Jutro płynę ... - Czy ktoś z Was aktualnie pływa gdzieś w centrum PL?
Felix - 2014-04-04, 11:58 Masz rację. Liwiec planowany na przełom maja i czerwca, zwykle wtedy wody trochę jest, więc może nie będzie źle. Zresztą to spływik weekendowy, nieco mniej szpeji i blisko, łatwo wrócić jak by co.Myszoor - 2014-04-04, 12:04 w zeszłym roku - deczko w końcu gorącym - "wymyśliłem" sobie patent na to by mieć przynajmniej minimum wody pod łódką. Myśl była taka by wycelować w rzekę, która przepływa przez kilka jezior - tak by nie było opcji by te jeziora wyschły i przestały ją zasilać. Wybrałem Obrę - sprawdziło się : ) Z tego co piszecie widzę, że w tym roku po takiej marnej w śnieg zimie trzeba będzie podejść do tematu podobnie.Felix - 2014-04-04, 20:29 Absolutna racja - rzeki zasilane z jezior (zwłaszcza dużych) mają bardzo stabilny poziom wody. Nie najgorsze są też pod tym względem rozległe bagna. Natomiast jeśli rzeka nie ma żadnych takich rezerwuarów to może być kiepsko - kilka lat temu spływaliśmy Wałszą - kilka dni po deszczach - i to było te kilka dni za późno. Woda opadała o około 20-30 cm dziennie i w sumie od maksimum opadła dobrze ponad metr, właściwie nie było po czym płynąć, za to zatory "zwałsze" były potężne, bo zwalone z wielkich drzew przez wysoką wodę. Co kilkaset metrów prawdziwa zapora. Płynęło się czasem 3 km dziennie. Najtrudniejszy chyba spływ w życiu.
[ Dodano: 2014-04-04, 21:34 ]
A tak przy okazji - jak oceniasz Obrę? Też o niej w zeszłym roku myślałem, bo wydaje się płynąć przez mniej cywilizowane obszary.Matusz - 2014-04-04, 22:03 Jeśli rzeka zasilana ze sporych jezior to tylko Żejmiena na Litwie Może być z Kiewną. Od pół roku piszę relację ze spływu nią, ale jakoś nie potrafię się zmobilizować. Rzeka jest czysta, wypływa z jezior ignalińskich, płynie przez piękne lasy, miejsc biwakowych jest całkiem sporo. Czego tam nie ma? Masowych spływów.
MatuszMyszoor - 2014-04-05, 10:23
Felix napisał/a:
Woda opadała o około 20-30 cm dziennie i w sumie od maksimum opadła dobrze ponad metr, właściwie nie było po czym płynąć, za to zatory "zwałsze" były potężne, bo zwalone z wielkich drzew przez wysoką wodę. Co kilkaset metrów prawdziwa zapora. Płynęło się czasem 3 km dziennie. Najtrudniejszy chyba spływ w życiu.
przypomina mi się lokalna Juszka sprzed kilku lat - podobną "rzeźnię" miałem :)
Felix napisał/a:
A tak przy okazji - jak oceniasz Obrę? Też o niej w zeszłym roku myślałem, bo wydaje się płynąć przez mniej cywilizowane obszary.
Jeśli rzeka zasilana ze sporych jezior to tylko Żejmiena na Litwie :) Może być z Kiewną.
Znów kusisz :) ale u nas Litwa w najbliższych latach na pewno będzie przegrywać z Alpami :((
Wołów - Wildalpen (Salza)- 658 km
Wołów - Tolomin (Soca) - 899 km
Wołów - Żejmiena - 887 km :(
Matusz napisał/a:
Od pół roku piszę relację ze spływu nią, ale jakoś nie potrafię się zmobilizować.