forum.Kanu.pl » Strona Główna

 SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
budowa kanu ze sklejki
Autor Wiadomość
Amator

Dołączył: 01 Paź 2011
Posty: 151
Skąd: Włocławek
Wysłany: 2012-03-23, 07:46   

I jeszcze jedna propozycja przystawki do ukosowania sklejki .

[img] Uploaded with ImageShack.us[/img]


Czy do jednej łódki warto ?
Może i warto bo jak się spodoba budowa to na jednej się nie przestanie .
Cena porządnego struga dorównuje a nawet przewyższa cenę zwykłego nie markowego struga elektrycznego więc budowanie przystawek może mieć sens .
Widziałem jeszcze chyba na stronie Port21 obróbkę sklejki przy pomocy pilarki tarczowej .
_________________
Po pierwsze: trzeba mieć pasję. Pasja podwaja wartość naszego życia. Bez względu na to, czy pasją jest żeglarstwo, czy zbieranie znaczków.
Piotr Targowski
 
 
atomek 

Dołączył: 12 Paź 2010
Posty: 7
Wysłany: 2012-03-23, 12:08   

Buduję łódkę płaskodenną ze sklejki.
Elementy płatów poszycia sklejałem "do czoła" z wykorzystaniem pasa tkaniny szklanej szerokości ok.30 cm.
Połączenie jest sztywne, supermocne i co najwazniejsze bardzo łatwe w wykonaniu.
 
 
Roberto 

Dołączył: 08 Lip 2011
Posty: 25
Skąd: Targowisko
Wysłany: 2012-03-23, 22:23   

@up
Uważaj bo dostaniesz osta od moderacji za "płaskodenną łódkę" bo to forum o kanu :mrgreen:
 
 
Laik 


Dołączył: 07 Mar 2012
Posty: 57
Skąd: Rybnicki Okręg Węglowy
Wysłany: 2012-03-24, 13:00   

1. Przeglądając coraz szczegółowiej plany "mojej" Cinderelli (już wydrukowane w skali 1:1) zauważyłem, że chyba wymagana grubość sklejki do jej budowy wynosi 10mm (3/8"). Śledząc to forum, jak i inne dostępne materiały o budowie metodą szycia i klejenia zazwyczaj była mowa o sklejce 5 lub 6 mm. Czy wymaganie 10 mm dla "Cindi" nie jest przesadą? Może kolega AMATOR, bądź co bądź realizujący swoje własne konstrukcje na podstawie swojego doświadczenia, wypowie swoje zdanie na ten temat. Pomijam fakt, że skejkę już zamówiłem (to moje kąpanie w gorącej wodzie), to jeszcze ciężar "okrętu" z dwukrotnie grubszej sklejki też nie jest bez znaczenia.

2. Dlaczego do szycia elementów zawsze używa się drutu miedzianego a nie innego, tańszego? Przecież, z tego co zauważyłem na filmach i tak po wstępnym sklejeniu ten drut jest zazwyczaj wyciągany. Pytam dlatego, że przy cenach miedzi, zakup takiego drutu może być porównywalny z zakupem żywicy :wink: A z drugiej strony może od razu się zdecydować na opaski elektryczne i problem zniknie, tylko że jakoś mi się wydaje, że łączenie drutem chyba łatwiej regulować. A skoro pytam o klejenie; to na filamach zauważyłem, że jedni łączą (kleją, szpachlują?) elementy właśnie tylko fragmentami między drutami, a po wyschnięciu i wyjęciu drutów kładą już grubszą warstwę, która pokrywa już całe łącze jednakowo, a inni zaklejąją także druty, a później je obcinają na równo z powierzchnią sklejki (oczywiście tylko na zwnątrz), a wewnątrz drut zostaje w żywicy. Czy to ma jakieś decydujące znaczenie?
I jeszcze jedno w kwestii klejenia: Czy spoiwo, którym się skleja płaty wewnątrz kadłuba, to jest żywica (taka jak do laminowania) uzupełniona pyłem drzewnym, czy jakieś inne substancje? Na filmach wygląda to różnie: niekiedy nawet widać jak szkutnik ten klej dozuje strzykawką. Innym razem to jakaś masa dozowana z tubki, a jeszcze inaczej szkutnik miesza coś w puszce i nakłada patyczkiem na łączenie. Czym w końcu nałatwiej (ale pewnie i tanio) to zrobić?
Nie będę więcej zanudzał za jednym razem. Ale wyjaśniam; wolę teraz zapytać, niż później się głowić, kiedy już zabiorę się za budowę. No i niestety; jeszcze raz ze wstydem przypominam, że nie znam angielskiego. A sami przyznacie, że prawie wszystkie filmy instruktażowe dla szkutników są w tym języku. Więc ograniczam się tylko do dokładnego ich oglądania i domyślania się reszty. (Wiele już się dowiedziałem śledząc to forum)
Pozdrawiam i dziękuję za cierpliwość.
_________________
...a co mi szkodzi, zapytam. Najwyżej wyśmieją!
 
 
Malutki 

Pomógł: 14 razy
Dołączył: 22 Sie 2010
Posty: 185
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2012-03-24, 20:33   

10mm na kanu to zdecydowana przesada. Jeśli planujesz laminowane całości z obu stron to 4mm w zupełności wystarczy, jeśli nie to 6mm.

Drut miedzianu jest najprzyjemniejszy w pracy. łatwo się układa i łatwo usuwa nawet jeśli go zachlapiesz żywica. Kupujesz go na złomowcu po jakieś 50PLN za kg, usuwając szwy zbierasz kawałki i sprzedajesz tam gdzie kupiłeś za niewiele mniej.

Kleisz zagęszczoną żywicą, dobrze się sprawdza drobny pył drzewny pół na pół z krzemionką koloidalną. Rozrabiasz taki prawie nie płynący majonez, wkładasz do tuby po silikonie i kleisz.

Malutki
www.hobbo.net
 
 
Amator

Dołączył: 01 Paź 2011
Posty: 151
Skąd: Włocławek
Wysłany: 2012-03-26, 08:48   

Przejrzyj porządnie plany bo przy długości 3,6 mi szerokości 0,76 m grubość sklejki wyraźnie podpada .
Szkoda że nie zrobiłeś sobie modelu łódki .
Łódka ma 12 stóp długości więc 6 mm sklejka według mnie to świat .

Kiedy pierwszy raz czytałem o metodzie szycia i sklejania to drut zostawał na miejscu więc nierdzewność też tu odgrywała rolę .
Przy kadłubie bezbarwnym ten drut też nie jest estetyczny więc się go usuwa .
Jeżeli chodzi o opaski elektryczne to ja miałem wygodniej dociągnąć pasy sklejki , w pewnych miejscach drut jest wytrzymalszy .

Laik napisał/a:
ilamach zauważyłem, że jedni łączą (kleją, szpachlują?) elementy właśnie tylko fragmentami między drutami, a po wyschnięciu i wyjęciu drutów kładą już grubszą warstwę, która pokrywa już całe łącze jednakowo, a inni zaklejąją także druty, a później je obcinają na równo z powierzchnią sklejki (oczywiście tylko na zwnątrz), a wewnątrz drut zostaje w żywicy. Czy to ma jakieś decydujące znaczenie?


Myślę że to już są wariacje na temat i jest to indywidualne podejście budowniczych , takie metody sobie wypracowali .
Główną wytrzymałość łączenia daje laminat .
Ostrożnie ze szpachlą , jest to tylko wypełnienie w wstępne klejenie , nadmierna ilość może osłabić łączenie
_________________
Po pierwsze: trzeba mieć pasję. Pasja podwaja wartość naszego życia. Bez względu na to, czy pasją jest żeglarstwo, czy zbieranie znaczków.
Piotr Targowski
 
 
bosman 

Dołączył: 02 Maj 2011
Posty: 187
Skąd: Wwa
Wysłany: 2012-03-26, 09:04   

Laik napisał: "2. Dlaczego do szycia elementów zawsze używa się drutu miedzianego a nie innego, tańszego?"
Drut miedziany, podczas wyciągania, zmniejsza swoją średnicę. Jest najbardziej plastycznym łatwodostępnym metalem. Dlatego daje się wyciągać z ustalonego żelowaniem, utworu. Gdyby to była np. gruba żyłka, tak sądzę, to nie byłoby potrzeby, czegoś takiego wyciągać. A moc wiązań, nie odstawałaby od efektu uzyskiwanego drutem miedzianym. Dodatkowym plusem, podejrzewam, byłaby naturalna sprężystość takiej żyłki. Co dawałoby efekt, ciągłego dociągania arkuszy. Gdyby ktoś, jednak, wyciągał żyłkę, to efekt byłby identyczny, jak przy drucie miedzianym. Średnica żyłki, ulegałaby zmniejszaniu i żyłka wywlekałaby się bez oporu. Tak sobie wyobrażam. :idea:
_________________
"Wesołe jest życie staruszka"...
 
 
Malutki 

Pomógł: 14 razy
Dołączył: 22 Sie 2010
Posty: 185
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2012-03-26, 12:07   

Bosman, wyobraźnia rzecz niezbędna, ale dobrze jest ją trzymać na uwięzi ( nie raz przekonałem się o tym na własnej skórze ).
Drutu z żywicy nie da się usunąć w opisany przez Ciebie sposób ( mam za sobą setki jeśli nie tysiące takich prób ). By go usunąć trzeba drut lekko podgrzać, najwygodniej lutownicą.
Żyłka jest kiepskim materiałem do wiązania. Przede wszystkim trudno się ją wiąże i nie ma jak robić drobnych korekt, po drugie jest elastyczna a to wysoce niepożądana cecha przy wiązaniu. Wiążesz element w jednym miejscu a po chwili jest on gdzie indziej. Można się w.... .

Malutki
www.hobbo.net
 
 
bosman 

Dołączył: 02 Maj 2011
Posty: 187
Skąd: Wwa
Wysłany: 2012-03-26, 12:48   

No jeszcze nie wyciągałem, po za kasztanami... Ale
" By go usunąć trzeba drut lekko podgrzać, najwygodniej lutownicą."
Akurat tu mogę podpowiedzieć, że można drut ten podgrzewać prądem. Jeśli mamy prostownik lub transformator, to w szereg z opornikiem drutowym, (regulacja wielkości prądu) na rurce ceramicznej, nawijamy spiralę z wolframu, kantalu czy innego baildonu, tak. Aby obydwa końce opornika umocować obejmkami, a trzecią obejmkę, montujemy po środku. Będzie nam służyła do dobierania prądu do grzania drutu miedzianego, o którym mowa. W miarę jak drut miedziany będzie się skracał, przez wyciąganie(jeden koniec linki miedzianej zasilającej, podłączyć do kombinerek), to oporowy, wydłużał (ale niewiele). Będzie wzrastała oporność. (tu także dobrze byłoby z amperomierzem).

Mając do wyboru grzanie pokostu, do malowania wnętrza łodzi, metodą tradycyjną, czyli gotowania w garze i szybkim nakładaniu pęzlem. Wybrałem podgrzewanie oporowe. Zaprzęgnęłem do tego celu transformatorek bezpieczeństwa, 230/24V 250 VA. Na pojemniku pistoletu malarskiego, metalowego, zamontowałem opaskę z paska blachy na preszpanie, podłączyłem pod śrubę ściągającą wolny koniec drutu oporowego (akurat kantal, fi 1mm.) w lakierze silikonowym. I ostrożnie, a równo, nawinęłem ów drut(bezpośrednio na ściance naczynia, do drugiej opaski zaciśniętej niżej, gdzie GO zacisnęłem na dolnej śrubie ściągającej(pamiętając oczywiście o odizolowaniu obydwu końców, z lakieru). Między transformatorem, a pistoletem malarskim zawiesiłem linkę miedzianą 2x2,5 mm. kw. w izolacji, także silikonowej, (może być i gumowa czy plastikowa)Długość, nawet 10 m (czyli 2xpo10mb.). Jeśli dwa przewody pojedyńcze, to nie zapomnieć o opaskach z izolacji lub rurki termokurczliwej, a to dla wygody, w przekładaniu przewodów. Moj układ tak dobrałem, że temperatury uzyskiwałem optymalne. Zaś nowicjuszom doradzam, aby przed transformatorkiem bezpieczeństwa, dodać autotransformator, wielkość obojętna, jednak nie miejsza od transformatora bezpieczeństwa, wyżej opisanego. Najlepiej, jeśli wykona te czynności, elektryk z uprawnieniami. Hough!
_________________
"Wesołe jest życie staruszka"...
 
 
Laik 


Dołączył: 07 Mar 2012
Posty: 57
Skąd: Rybnicki Okręg Węglowy
Wysłany: 2012-07-03, 22:53   

Tak dla przypomnienia: podjąłem się budowy ze sklejki kanu o wdzięcznej nazwie Cinderella. Znalazłem darmowe plany, załatwiłem wydrukowanie w skali 1:1. Natomiast, żeby chociaż liznąć doświadczenia w zakresie technologii szycia i klejenia a zwłaszcza pracy z żywicą, postanowiłem zrobić kawałek łódki… tak dla wprawy i doświadczenia.
Na dziś wygląda to tak:



Sklejka przypadkowa – chyba 5 mm. Odrysowałem część dziobową mojego kanu. Wyciąłem bez problemów. Zszyć też mi się udało po obejrzeniu kilku filmików w sieci. Kupiłem puszkę żywicy (dla celów szkoleniowych wystarczy poliestrowa). U Havla w Cieszynie 12 zł za kilogram z utwardzaczem. U tegoż Havla kupiłem taśmę szklaną, oraz 1 m tkaniny rowingowej, do nauki powinno wystarczyć. Nie miałem innych zagęszczaczy do kleju, więc wsypałem do żywicy garść pyłu drzewnego. Konsystencja była dobra, ale pył się chyba nie za bardzo nadaje, albo źle to rozmieszałem, bo porobiły mi się straszne farfocle i na pewno egzaminu z klejenia bym nie zaliczył nawet u bardzo tolerancyjnego belfra.



Oczywiście, zaraz po nałożeniu kleju, czy jak kto woli szpachli, zaraz to przykryłem taśmą i zasmarowałem żywicą. Więc te zbrylone farfocle już lekko sztywne, nadały taśmie też kształt bardzo ciekawy i urozmaicony, ale na pewno nie przypominający tych prac oglądanych na „jutubie”. Tak więc „spapranie” jednego etapu skutkuje automatycznie „popapraniem” kolejnego.

Po dwóch, czy trzech dniach, pozwoliłem sobie na obcięcie drutów z zewnątrz. Następnie zaszpachlowałem łączenia pasów sklejki, a po stwardnieniu zeszlifowałem.
Następnie, z pomocą żony, która mieszała mi żywicę w porcjach 100 gramowych, zabrałem się do zalaminowania zewnętrznej części kadłuba. Już przy nakładaniu tkaniny nasunął się problem naddatku przy dziobie. Na filmach ten fragment jest pomijany, a jest dla mnie logiczne, że w tym miejscu tkaniny będzie za dużo i coś z nią trzeba zrobić. Rozciąłem nożyczkami tkaninę na zgięciu i założyłem na przeciwległe strony, tak że na samym dziobie była ona podwójna. A pomimo to i tak okazało się, że tkaniny w tym miejscu jest za dużo i nie da się docisnąć do sklejki

http://images35.fotosik.p...f0e01971832.jpg

Ponieważ mój mały fragment łódki nie wymagał budowy podstawy z wręgami pomocniczymi, więc na czas laminowania położyłem go na metalowych koziołkach (żeby kapiąca żywica nie przykleiła mi kadłuba do stołu) – BARDZO ZŁE ROZWIĄZANIE!!! Nie dość, że kadłub przesuwał się po metalowych koziołkach jak po lodzie nawet pod lekkim naciskiem pędzla, więc o wyciskaniu żywicy nie było mowy, to jeszcze tkanina nie zwisała swobodnie, więc na burtach nie można jej było docisnąć do sklejki.



A na zwieńczenie całości, kadłub tuż po zalaminowaniu spadł z koziołków na ziemię i przykleił do siebie całe zalegające śmiecie… pełnia szczęścia!
Po tych nieudanych próbach trzeba było jakoś ratować to, z pewnością nieudane, dzieło. Na całej powierzchni pełno było bąbli, nierówności no i śmiecia przyklejonego po upadku na ziemię. Dotknięcie papierem ściernym i próba ręcznego szlifowania wywołały szczery wewnętrzny śmiech. Kupiłem więc tarczę ścierną do szlifierki kątowej i zabrałem się, oczywiście nadal na zasadzie nauki i doświadczenia, do zeszlifowania powierzchni kadłuba. A ponieważ pogoda była słoneczna, więc byłem ubrany w szirta z krótkim rękawem. Po pierwszym dotknięciu szlifierką szklistej powierzchni kadłuba poczułem lekkie ukłucia w twarz, więc założyłem okulary i pracowałem dalej.
Gdyby to była powierzchnia płaska, która wymagałaby tylko zmatowienia, to może nie byłoby kłopotu. Ale to była powierzchnia najeżona bąblami, odstającym zeszkliwionym materiałem i posypana śmieciami, które także po zetknięciu z żywicą zamieniły się w szkło. … Dzięki okularom, moja twarz nie wygląda źle. Ale moje ręce, oprócz pieczenia na całej powierzchni, wyglądają jak po ospie; czerwone bąble pokrywają równomiernie obie ręce, a każdy ruch przypomina głaskanie kaktusa. No ale czemu się dziwić, skoro się do szkła przykłada szlifierkę i to szkło rozdmuchuje wokół.
Podsumowując wprawkę w temacie: szycie-klejenie-laminowanie, nie ma mowy o żadnym zadowoleniu. Jedynie to fakt zdobycia jakiegoś minimalnego doświadczenia i nauki na własnych błędach, bo inni o nich nie wspominali.
Ale co mi tam... kontynuuję dalej moją wprawkę.
A może ktoś podpowie jakich błędów jeszcze mogę uniknąć?
Pozdrawiam cierpliwych forumowiczów :lol:
_________________
...a co mi szkodzi, zapytam. Najwyżej wyśmieją!
 
 
bosman 

Dołączył: 02 Maj 2011
Posty: 187
Skąd: Wwa
Wysłany: 2012-07-04, 06:47   

Uśmiałem się do łez, bo przypomniałem sobie identyczną historię, z mojego życia. Ubawiłem się "setnie"! Dziękuję. A wystarczyło nam, mieć szczęście i podglądnąć innych kolegów. Popytać. A nie wiecznie, "odkrywaćamerykę"! Następne Twoje "dzieło", na pewno, będzie lepsze. Daję słowo. Moje także. Bo dzisiaj, stoję przed następnym wyzwaniem, pod tym samym tytułem: KANU!
_________________
"Wesołe jest życie staruszka"...
 
 
Myszoor 
Miłośnik Myszek :)


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 23 Kwi 2010
Posty: 1380
Skąd: zDolny Śląsk
Wysłany: 2012-07-04, 07:38   

bosman napisał/a:
Uśmiałem się do łez, bo przypomniałem sobie identyczną historię, z mojego życia. Ubawiłem się "setnie"! Dziękuję. A wystarczyło nam, mieć szczęście i podglądnąć innych kolegów. Popytać. A nie wiecznie, "odkrywaćamerykę"! Następne Twoje "dzieło", na pewno, będzie lepsze. Daję słowo. Moje także. Bo dzisiaj, stoję przed następnym wyzwaniem, pod tym samym tytułem: KANU!

Marek zdecydowanie będzie ci wdzięczny za pomoc i celne uwagi.

Laik napisał/a:
... A może ktoś podpowie jakich błędów jeszcze mogę uniknąć?

Wałek, małe porcje żywicy (żebyś nie miał presji na to by ją szybko zużyć - co przełoży się na mniejszą dokładność), żywicy na wałku raczej więcej niż mniej by w pierwszej fazie dobrze zalać tkaninę a dopiero po przesączeniu zacząć ją rozprowadzać. Poza tym druga osoba w gotowości do pomocy przy układaniu/przytrzymaniu tkaniny. Na koniec - jeżeli lakierujesz w pomieszczeniu to postaraj się o naprawdę mocne światło dobrze oświetlające cały obszar roboczy - mi się wydawało, że mam jasny garaż, a w kilku miejscach - tam gdzie sam sobą zasłaniałem światło - zostały małe bąble bo ich po prostu nie zauważyłem :\

Przy pracach we wnętrzu kadłuba takie:



stojaki są nieocenione - zainwestuj w nie wcześniej :)

Tyle mojego.

PS
Pilnuj w przyszłości rozmiaru zdjęć - max. 800px na dłuższym boku.
_________________
Good judgment comes from experience, and experience comes from bad judgment : ) | Mysia Perć™ : P
Dumoine - zapiski z budowy -> eBook
 
 
bosman 

Dołączył: 02 Maj 2011
Posty: 187
Skąd: Wwa
Wysłany: 2012-07-04, 13:37   

Nic dodać! Może tylko, nieistotne bardzo, drobiazgi. Wałek, najlepiej aluminiowy, ponacinany nożem tokarskim (po wierzchu), typu przecinak, o stożkowym ostrzu. Np.co dwa, trzy milimetry. Powstanie, jakby gwint. Wałek do wyciskania powietrza. Wielokrotnego użycia. Bo zawsze, po etapie, można go umyć w acetonie. Także acetonem, ilością doświadczalnie dobraną, na jakąś miarkę żywicy (u mnie była epoksydowa), rozcieńczasz żywicę, zmieniasz strukturę na rzadszą, spowalniając także, jej wiązanie. W rozcieńczonej żywicy, zamoczyłem płótno i położyłem je na poszyciu, wcześniej zagruntowanym, identyczną żywicą. Wałkiem metalowym, elegancko wyprasowałem do płaszczyzny i wydusiłem powietrze. Nieprzesadzaj z obfitością. Lepiej za mało, to dolejesz. Ale nadmiar, to początek tragedii. Wałek malarski, włochaty, jest dobry do nanoszenia żywicy, jednak przy wyciskaniu powietrza, podrywa, odrywając się od powierzchni. Nieznacznie, a jednak. Rozcieńczona żywica, łatwiej przepuszcza powietrze. Szanse maleją, w upływie czasu. Ale nie wolno przesadzić z tym rozcieńczaniem. I zanim spaprzesz kolejną robotę, dobrze poćwicz na manekinie. (kawałku sklejki) Może kup tani zszywacz. Nie robiłem tego, ale może warto podoświadczać.
Pewnie Piotr, znów dostanie kolki, ze śmiechu. Ale Twoje kanu Piotrze, jeśli pozwolisz, obejrzę sobie, nad Pilicą.Coś muszę sobie wybrać.
_________________
"Wesołe jest życie staruszka"...
 
 
Laik 


Dołączył: 07 Mar 2012
Posty: 57
Skąd: Rybnicki Okręg Węglowy
Wysłany: 2012-07-05, 07:58   

Dziękuję bardzo za komentarze i wskazówki. (Szukałem opcji „pomógł mi” ale nie znalazłem).

W wyniku popełnionych błędów pojawiły się kolejne pytania:
1. Skoro potworzyły się bąble i zostały zeszlifowane, to czy uzupełniać te miejsca ponownie płótnem, czy wystarczy tylko żywicą?
2. Czy żywicę mieszać każdorazowo w nowym naczyniu, bo mieszanie w tym samym przyspiesza twardnienie? Czy to jest mit i nieprawda?
3. Cind. zbudowana jest z dosyć wąskich (ok 10 cm) pasów sklejki, a co za tym idzie duża część wnętrza jest zalaminowana już w trakcie budowy. Jak się ma do tego sprawa malowania pokostem wnętrza łodzi ? (obustronne zalaminowanie sprzyja butwieniu drewna)

Aktualnie dokleiłem – oczywiście żywicą - z jednej strony listwy zewnętrzne.



Dla łatwiejszego zginania listwa składa się z trzech listewek o grubości 7 mm każda.




Dziękuję za uwagę i pozdrawiam!


p.s. o ograniczeniach formatu zdjęć nie wiedziałem, postaram się o tym pamiętać, przepraszam!
_________________
...a co mi szkodzi, zapytam. Najwyżej wyśmieją!
 
 
Myszoor 
Miłośnik Myszek :)


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 23 Kwi 2010
Posty: 1380
Skąd: zDolny Śląsk
Wysłany: 2012-07-05, 08:28   

Laik napisał/a:
1. Skoro potworzyły się bąble i zostały zeszlifowane, to czy uzupełniać te miejsca ponownie płótnem, czy wystarczy tylko żywicą?

ja by tak zrobił - znaczy sam tak zrobiłem. po naklejeniu łatki kolejne szlifowanie i na to żywica coby zamaskować szlif

Laik napisał/a:
2. Czy żywicę mieszać każdorazowo w nowym naczyniu, bo mieszanie w tym samym przyspiesza twardnienie? Czy to jest mit i nieprawda?

nie znałem tego mitu i mieszałem w tym samym. poza tym przecież i tak wyrabiasz żywicę do końca? no chyba że chodzi Ci o 24h przerwę w rozrabianiu - ale to wtedy i tak bez znaczenia bo żywica jest już twarda.

Laik napisał/a:
3. Cind. zbudowana jest z dosyć wąskich (ok 10 cm) pasów sklejki, a co za tym idzie duża część wnętrza jest zalaminowana już w trakcie budowy. Jak się ma do tego sprawa malowania pokostem wnętrza łodzi ? (obustronne zalaminowanie sprzyja butwieniu drewna)

o pokostowaniu nie mam pojęcia, co do butwienia to było o tym na forum - przeszukaj posty Radka.

Laik napisał/a:
p.s. o ograniczeniach formatu zdjęć nie wiedziałem, postaram się o tym pamiętać, przepraszam!

to chyba trzeba będzie przykleić to pod powitaniami - bo tam zagląda pewnie każdy, nawet jeżeli sam nic nie pisze.
_________________
Good judgment comes from experience, and experience comes from bad judgment : ) | Mysia Perć™ : P
Dumoine - zapiski z budowy -> eBook
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku


Skocz do:  

Aktywności propagowane w tym forum mogą być niebezpieczne dla życia lub zdrowia.
Administrator nie bierze odpowiedzialności za ewentualne wypadki zaistniałe podczas ich uprawiania.
Pływaj zawsze w kamizelce asekuracyjnej. 90% (!) utonięć można by uniknąć gdyby ofiara miała ją założoną!

Korzystanie z Forum.Kanu.pl i www.Kanu.pl oznacza akceptację Regulaminu oraz zgodę na wykorzystywanie plików "cookies".

Administratorem www.Kanu.pl i forum.Kanu.pl jest Piotrek "Myszoor" Kaleta.

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group