forum.Kanu.pl » Strona Główna

 SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Filtry do wody
Autor Wiadomość
ManaT 


Pomógł: 3 razy
Dołączył: 08 Paź 2012
Posty: 647
Skąd: Leszno
Wysłany: 2013-04-24, 16:50   

Zirkau, tu zgadzam się z Tobą po całości.
_________________
trzeba spływać
 
 
ELTECH 


Pomógł: 2 razy
Dołączył: 15 Lis 2012
Posty: 531
Skąd: Ząbki koło Wawki
Wysłany: 2013-04-25, 10:28   

No ba a dodać jeszcze warto że jak już filtr uruchomimy to warto kilka pierwszych ruchów pompką wykonać nie łapiąc wody bo wtedy zagnieżdżone w filtrze bakterie są wypłukane i pierwsza taka dawka wody zawiera ich najwięcej.
Tak mi to kiedyś opowiedział spec od filtrów domowych więc pewnie i tu się to sprawdzi
_________________
NASZA MAPA szczegóły w dziale "Uwagi do forum > Mapa Google"

Pozdrowionka
 
 
Felix 
osobnik polihydrofilny


Dołączył: 31 Mar 2014
Posty: 48
Skąd: Warszawa/Iława
Wysłany: 2014-04-04, 02:34   

Ciekawa dyskusja, ale tak naprawdę nieco bezprzedmiotowa. Filtry przydatne są w dwóch przypadkach: gdy woda jest skażona chemicznie oraz gdy musimy ją pić na surowo.
Jestem hydrobiologiem, badam rzeki, czytam literaturę fachową – i mogę zapewnić, że obecnie odcinków rzek, gdzie woda może być skażona chemicznie jest naprawdę bardzo niewiele.
Przez kilka lat badałem zanieczyszczenie Wisły – m.in. w najgorszym okresie, w początku lat 90-tych. I nawet poniżej Warszawy, choć obrzydzenie na widok tego co w tej wodzie płynie, nie pozwoliłoby mi nawet pomyśleć że to można pić – skażenie chemiczne było znikome.
Słowem, w naszych wodach, prawie wszędzie jedynym zagrożeniem jest skażenie mikrobiologiczne – a i to coraz rzadziej. A przeciw niemu zdecydowanie najskuteczniejszą metodą jest po prostu przegotowanie wody (warto pogotować jeszcze z minutę od momentu wrzenia).

Zatem nie ma najmniejszego sensu noszenie i wożenie wody w większej ilości, podobnie filtrowanie. Niemal każdą wodę z rzeki po jakiej płyniemy można z powodzeniem pić po przegotowaniu. Polecałbym nabierać z dala od brzegu, ale ze spokojniejszej wody (najlepszy patent to wiaderko na sznurku) potem odstawienie na kilka minut, żeby opadła zawiesina, do czajnika – i po kilku kolejnych minutach mamy litry absolutnie bezpiecznej do picia wody.
Ja wożę ze sobą tylko 1-2 butelki niegazowanej wody „mineralnej”, na specjalne wypadki, użyłem tego może 5 razy w ciągu kilkudziesięciu lat.

Kiedy warto uważać i nie pić nawet przegotowanej wody z rzeki?
1. Kiedy jest mocno mętna i wyraźnie śmierdząca, zwłaszcza gdy widzieliśmy, że coś brzydkiego dopływało niedawno do rzeki – najczęściej kanałem melioracyjnym albo rurą.
2. Kiedy w mętnej wodzie pływają w dużej ilości nitkowate czy galaretowate albo w ogóle widoczne gołym okiem glony.
3. Kiedy w rzece nic nie rośnie i nie widać zwierząt wodnych – nawet jeśli woda jest przejrzysta.
4. Jeśli wiemy, że rzeka jest mocno zanieczyszczona przez przemysł czy ścieki komunalne (ostatnio już coraz rzadziej). Na wszelki wypadek powstrzymać się można z piciem wody poniżej większych miast, jeśli widać lub czuć, że jakość się znacząco pogorszyła.

Sama mętność wody to najczęściej tylko tzw. fitoplankton, czyli glony, nieszkodliwe. Po przegotowaniu zwykle tworzą na powierzchni jakby kożuch, można ewentualnie usunąć ze względów smakowych.

Dodam może tylko, że filtrowanie w znacznej części przypadków i tak nie usuwa większości zanieczyszczeń chemicznych i pewnej części biologicznych. Są oczywiście takie filtry, które dają wodę na poziomie destylatki, ale są wielkie, wymagają zasilania prądem i filtrują bardzo powoli. Te o których piszecie, to trochę jak filtrowanie denaturatu przez chleb – usuwa większą zawiesinę i sporo substancji wielkocząsteczkowych jak np. barwniki właśnie czy „zapachy” i to z każdym kolejnym litrem mniej sprawnie (węgiel aktywny się wysyca). Zatem przegotowanie i tak bym polecał.

Jak szybko (kilka minut) przegotować 10 litrów wody pokażę, jak uda mi się wkleić tu zdjęcie ;)
_________________
Jarek
 
 
Radek 


Pomógł: 20 razy
Dołączył: 25 Wrz 2006
Posty: 1219
Skąd: Raciąż
Wysłany: 2014-04-04, 07:51   

Dzięki Jarek za tekst :)
_________________
Radek
www.radekkanu.com
 
 
Zirkau 
Zirkau

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 525
Skąd: Zirkau
Wysłany: 2014-04-04, 09:44   

Felix.
1. masz rację jeśli chodzi o to zagrożenie "chemiczne"
2. nie masz racji jeśli chodzi o gotowanie jako remedium - choć tu należy rozróżnić dwa aspekty:
- możliwość picia;
- możliwość picia, smacznej wody.

Jak widać jesteś chyba mało wybredny jeśli chodzi o smak i zapach wody i masz chyba dużo szczęścia bo chyba dawno nie dostałeś rozwolnienia z tego powodu :D
 
 
Myszoor 
Miłośnik Myszek :)


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 23 Kwi 2010
Posty: 1384
Skąd: zDolny Śląsk
Wysłany: 2014-04-04, 10:09   

Felix napisał/a:
Dodam może tylko, że filtrowanie w znacznej części przypadków i tak nie usuwa większości zanieczyszczeń chemicznych i pewnej części biologicznych. Są oczywiście takie filtry, które dają wodę na poziomie destylatki, ale są wielkie, wymagają zasilania prądem i filtrują bardzo powoli. Te o których piszecie, to trochę jak filtrowanie denaturatu przez chleb – usuwa większą zawiesinę i sporo substancji wielkocząsteczkowych jak np. barwniki właśnie czy „zapachy” i to z każdym kolejnym litrem mniej sprawnie (węgiel aktywny się wysyca). Zatem przegotowanie i tak bym polecał.

Nawet jeżeli to już tylko dlatego by mieć sklarowaną wodę do przegotowania nadal będę wozić filtr : )
Ale za ogólne sklarowanie tematu dzięki : )
_________________
Good judgment comes from experience, and experience comes from bad judgment : ) | Mysia Perć™ : P
Dumoine - zapiski z budowy -> eBook
 
 
Gabriello 


Pomógł: 6 razy
Dołączył: 10 Maj 2012
Posty: 523
Skąd: Lubań
Wysłany: 2014-04-04, 14:35   

To faktycznie pocieszające informacje Jarek.
Już parę ładnych lat temu słyszałem, że problem skarzenia chemicznego rzek jest o wiele mniejszy. Tylko ciągle pozostaje ten bakteriologiczny. Najczęściej winne są przydomowe odpływy szamba do rzek, rzeczek i strumieni, które serwują głównie kałowe bakterie coli (tyle pamiętam ze szkoły).
Przetrwalnikowe formy pewnych bakterii i jaja pasożytów są niezwykle odporne na zwalczanie. Czy to wydłużone gotowanie daje pewność?
 
 
Felix 
osobnik polihydrofilny


Dołączył: 31 Mar 2014
Posty: 48
Skąd: Warszawa/Iława
Wysłany: 2014-04-04, 21:18   

Co do smaku, to tak, owszem tu filtr będzie pomocny, zwłaszcza węgiel aktywny usuwa sporo substancji, które mogą psuć smak wody. W zawiesinie też mogą być niekiedy zniesmaczające rzeczy. Ale z drugiej strony bardzo duży wpływ na smak np. herbaty którą piję w wielkiej ilości mają czynniki niezależne od filtracji - np. herbata na wodzie wiślanej (czyli wodociągówka w południowej części Warszawy) zupełnie mi nie smakuje, zaś na wodzie z Zalewu Zegrzyńskiego (północna część) o wiele bardziej. Chodzi prawdopodobnie o zasolenie (i to nie tylko NaCl) wodami z kopalni, które w Wiśle nadal jest bardzo wysokie, a te różne sole mają dość mocny smak. I rozpuszczonych soli filtracja nie usuwa.
Poza Wisłą, smak zwykłej przegotowanej wody z naszych rzek nie jest zły, choć bywało i nie najlepiej i kilka razy nie pogardziłbym filtrowaną. Ale to rzadkie przypadki.

Natomiast rozwolnienie to właśnie kwestia bakterii (czy innych mikrobów), po przegotowanej nigdy nie miałem. Miałem natomiast raz, w dawnych czasach (chyba początek lat 80-tych), kiedy płynąc po prostu zanurzałem kubek za burtę i piłem surową. Wtedy, na Narwi, strułem się bardzo i od tego czasu zawsze gotuję.

Na pytanie czy gotowanie daje gwarancję można odpowiedzieć - w zasadzie tak.
Bo teoretycznie rzecz biorąc są formy przetrwalne bakterii potrafiące przetrwać nawet kilkominutowe gotowanie (wirusy, grzyby, pasożyty - nie mają szans). Z tym, że te formy przetrwalne rzadko są jednocześnie chorobotwórcze w warunkach przewodu pokarmowego. A nawet jeśli, to nasz układ odpornościowy z pojedynczymi sztukami sobie dobrze radzi, zwłaszcza dopiero wychodzącymi z "letargu". Można więc powiedzieć, że szansa, że zakazi nas coś co przetrwało gotowanie jest bliska zeru.
Inaczej jest z wodą przegotowaną a potem dłuższy czas (np. tydzień) przechowywaną - w tej mogą się namnożyć dość licznie bakterie z przetrwalników, są w formie aktywnej, groźniejszej. Jeśli więc mamy przechowywać dłużej niż dobę, to lepiej przed przegotowaniem przefiltrować (nie tylko usuniemy część bakterii, ale i większość pokarmu dla nich) albo przegotować po raz drugi.

Podsumowując, to myślę, że jak ktoś ma już dobry filterek i nie oszczędza bardzo na ciężarze bagażu, to warto wozić, i używać wtedy, kiedy albo woda podejrzana, albo niesmaczna. Ale w większości przypadków szkoda i czasu, i starań, i pieniędzy (gdyby dopiero kupować).
No i to wszystko odnosi się do rzek, nazwijmy to, środkowoeuropejskich - bo w Azji, może nawet na Ukrainie, w Rosji czy w Afryce, to w rzece naprawdę nie wiadomo co może płynąć.
_________________
Jarek
 
 
ManaT 


Pomógł: 3 razy
Dołączył: 08 Paź 2012
Posty: 647
Skąd: Leszno
Wysłany: 2014-04-04, 21:40   

Felix, bardzo dziękuję za rzeczowy wykładzik, rozwiałeś sporo moich wątpliwości. Filtra na razie nie kupuje ale Wisły pić nie będę. Przez filtr też bym się brzydził :D Na swoje usprawiedliwienie dodam, że na odcinku Zawichost, G.Kalwaria myłem się, kąpałem, pływałem i tylko parę razy z lekkim niesmakiem.
Z czystych z opisów, oraz z oceny wzrokowej rzek i jezior wodę brałem i do gotowania zupy czy kawy używałem. Kiedyś notorycznie teraz sporadycznie. Wynika to z tego, że kiedyś o plastikową "piątkę" było trudno i wody nosiło się tyle co w manierce :) Struliśmy się też tylko raz, ze 20 lat temu, na Tanwi. Po czasie wyszło, że chłop baniaki po opryskach w rzece płukał, podobno komunikaty w prasie były, nie wiem nie widziałem, od sklepowej słyszałem. Co nasze żołądki wtedy przeszły... cud, że saperka wytrzymała!
_________________
trzeba spływać
 
 
Felix 
osobnik polihydrofilny


Dołączył: 31 Mar 2014
Posty: 48
Skąd: Warszawa/Iława
Wysłany: 2014-04-04, 22:55   

No właśnie, takie rzeczy się zawsze mogą zdarzyć, niestety filtracja niewiele pomoże. Na szczęście w większości przypadków to incydenty, zatruta woda to kilkanaście-kilkadziesiąt minut i to na małych rzeczkach, w dużych chroni nas rozcieńczenie w masach niesionej wody. No i świadomość społeczna rośnie jednak, już od lat nie słyszałem o takim przypadku.

Wisła powyżej Warszawy nawet w latach 90-tych była względnie czysta chemicznie (nie licząc wspomnianego zasolenia) tylko bardzo "żyzna". Kąpałem się wiele razy, piłem przegotowaną. Poniżej niestety to był ściek, poprawiało się dopiero poniżej Modlina, po zmieszaniu w wodami Bugonarwi. Nawet teraz, gdy jest znacznie lepiej chyba nie napiłbym się, gdybym nie musiał. Ciekawostka - mieszanie strug wody jest na tyle powolne, że ta względnie czysta woda na środku rzeki płynęła prawie do wysokości Legionowa, choć przy brzegach ścieki dochodziły już od wysokości ul. Karowej.
_________________
Jarek
 
 
Myszoor 
Miłośnik Myszek :)


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 23 Kwi 2010
Posty: 1384
Skąd: zDolny Śląsk
Wysłany: 2014-04-05, 11:46   

Felix napisał/a:
Natomiast rozwolnienie to właśnie kwestia bakterii (czy innych mikrobów), po przegotowanej nigdy nie miałem. Miałem natomiast raz, w dawnych czasach (chyba początek lat 80-tych), kiedy płynąc po prostu zanurzałem kubek za burtę i piłem surową. Wtedy, na Narwi, strułem się bardzo i od tego czasu zawsze gotuję.

... /ciach

No i to wszystko odnosi się do rzek, nazwijmy to, środkowoeuropejskich - bo w Azji, może nawet na Ukrainie, w Rosji czy w Afryce, to w rzece naprawdę nie wiadomo co może płynąć.

Przypomina mi się to kiedyś napisał jakiś Kanadyjczyk o wodzie tam na dalekiej północy. Wszyscy wiemy, że potrafi być krystalicznie czysta - szczególnie z krótkich potoków zasilających rzekę. Tyle, że picie takiej wody to i tak duża mina - po prostu nie wiesz czy 1oo metrów wyżej od miejsca gdzie ją z takiego strumyka czerpiesz nie leży zdechniety misiu czy inne karibu :( Chemicznie i mechanicznie woda kryształ, biologicznie można chyba tego nie przeżyć :(

Swoją drogą to mam w okolicy Strzegomkę - z niej to nawet po filtrowaniu bał bym się pić bo jej woda ciągnie cały syf z Wałbrzycha i okolic a zasilająca ją Pełecznica ma zwyczajnie kolor i przejrzystość kakao :(
_________________
Good judgment comes from experience, and experience comes from bad judgment : ) | Mysia Perć™ : P
Dumoine - zapiski z budowy -> eBook
 
 
Felix 
osobnik polihydrofilny


Dołączył: 31 Mar 2014
Posty: 48
Skąd: Warszawa/Iława
Wysłany: 2014-04-05, 13:51   

Trafiona uwaga. I nie trzeba Kanady. Kiedyś byliśmy połazić po Pieninach, rozstawiliśmy się w PN, więc miejsce wybraliśmy jak najmniej widoczne, z dala od szlaku w gęstwinach, nad cudnym potoczkiem. Dwa dni tam mieszkaliśmy, oczywiście pijąc wodę z niego, aż drugiego dnia wracając z gór wybraliśmy drogę w prowadzącą wzdłuż tego naszego strumyka - no i 30 m powyżej obozowiska znaleźliśmy wielkiego jelenia jeżącego w poprzek, tak, że zajmował całą szerokość, woda z trudem się przez niego i po nim przelewała. No, może z nie tak wielkim trudem, bo był już w stanie dość daleko idącego rozkładu (ale ciągle "mięsnego", że tak powiem). Był to kwiecień, więc bez upałów, to i nie śmierdziało za mocno, ale aż dziw, że nie poczuliśmy tego wybierając miejsce na obóz. Na szczęście wodę już wtedy zawsze gotowaliśmy, więc nikomu nie zaszkodziło.

[ Dodano: 2014-04-05, 13:55 ]
A, tak przy okazji, że o górach było, to masz względnie blisko Bóbr, który wiele razy przecinałem tam łażąc i zawsze korciło mnie żeby też nim spłynąć (choć czystość wtedy, czyli z 10-15 lat temu, nie była porywająca). Strzegomka to już nie tak daleko, więc płynąłeś może? Wydaje się, że przynajmniej wiosną czy w czerwcu powinno być wystarczająco wody, a rzeka względnie szybka?
_________________
Jarek
 
 
Felix 
osobnik polihydrofilny


Dołączył: 31 Mar 2014
Posty: 48
Skąd: Warszawa/Iława
Wysłany: 2014-04-05, 15:11   

Oczywiście, jeśli ktoś ma głębokie obawy, to może wozić ze sobą wodę (i nosić od kranu i na przenoskach), tylko warto mieć świadomość skąd się ją pobiera - ogromna większość ujęć indywidualnych (czyli innych niż wodociągi miejskie - tylko tam woda jest uzdatniana i badana) ma jakość wody znacznie gorszą niż ta w rzekach. Powód jest prosty - nieszczelne szamba. Wody gruntowe w Polsce są z tej przyczyny zanieczyszczone bardzo mocno (i jeszcze dłuuugo będą, nawet jak już tych szamb nie będzie). A rzeka działa jak oczyszczalnia ścieków - już po kilku kilometrach od wsączenia się do rzeki owe wody gruntowe są znacząco oczyszczone (nie mówiąc o rozcieńczeniu "deszczówką"). Zatem pobieranie wody z rzeki jest niemal zawsze bezpieczniejsze niż z "niewiadomego źródła". Ale i taką, i taką zawsze warto przegotować.

Polskie rzeki były ściekami szczególnie w latach 80 i 90-tych, ale od tamtego czasu wiele się zmieniło, zbudowano dziesiątki tysięcy oczyszczalni, wprowadzono zamknięte obiegi wody itd. Jest znacznie lepiej, choć oczywiście nie tak dobrze jak być powinno.

A dlaczego nie widać wyraźnie tego, że jest o wiele lepiej?
Otóż, nawet najlepsze obecne oczyszczalnie, choć usuwają niemal wszystko co szkodliwe (mikroby, trucizny itp.) nie bardzo radzą sobie z usuwaniem tzw. biogenów, zwłaszcza fosforu. Biogeny to grubsza rzecz biorąc "nawozy", substancje pokarmowe dla roślin. I choć z oczyszczalni wypływa woda przejrzysta i czasem tak czysta biologicznie, że można by ją pić bez gotowania, to jak tylko trafi do rzeki zaczynają namnażać się w niej glony - mikroskopijne rośliny. Dodajmy do tego te nawozy, które wysączają się z pół uprawnych. I płynie mętna, zagloniona woda, wyglądająca niemal tak źle jak nieoczyszczona, ale w kwestii zdatności do picia jest zwykle bez zarzutu.
_________________
Jarek
 
 
vest15 


Dołączył: 27 Sie 2012
Posty: 32
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2014-04-05, 15:24   

dwadzieścia parę lat temu wodę ze sobą brałem tylko na Bug (bo mętny) i Wisłę (bo widziałem co z Karowej spływa :mad: ).
Narew , Pilica , jeziora , Biebrza itp. uważałem za czyste .
Możliwe , że niesłusznie , ale żadnych problemów zdrowotnych nie było.
Jeśli wydawało mi się , że w wodzie coś pływa :mrgreen: , cedziłem przez pieluchę z tetry.
Gotowanie parominutowe co najmniej obligatoryjnie.
Dzisiaj biorę wodę ze sobą , bo dwa pojemniki po 5-6l. nie zabierają zbyt wiele miejsca.
Rozpatrywałem filtr , ale miałem wątpliwości , a ich słuszność potwierdził kol. Felix :) .
 
 
Zirkau 
Zirkau

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 25 Sie 2007
Posty: 525
Skąd: Zirkau
Wysłany: 2014-04-05, 15:43   

No, Panowie. Tylko nie za dużo tej euforii. Taki Felix mający doświadczenie z wodą w rzekach, podejdzie zupełnie inaczej niż ten który bierze na wiarę ,ze jest dobrze. Gdy ktoś na bieżąco ma kontakt z wodą to flora jelit i żołądka jest przystosowana. A intuicja mu podpowie "odpuść sobie". Ilu z Was może sobie pozwolić na taki komfort?

Ja stoję po drugiej stronie - filtr całkiem fajna rzecz. Zwróćcie uwagę, iż miasta, sioła nad rzekami są u nas w dość stałych odległościach, przeciętnie co 5-6 km. To oznacza, że przeciętny zrzut ścieków itp, następuje w odległościach hm, takich, że rzeka ledwo co powróciła do swojej "czystości".

Zebranie takiej wody do pojemnika, "bo tu była akurat czystsza" może doprowadzić do sytuacji, że to co żyło, padło i dało nowe życie - wtedy naczynie do przenoszenia wody będzie trzeba czyścić i to porządnie. Bo inaczej będzie zawsze śmierdzieć, a czasem nawet potwornie. Lubicie rybi zapach? Ot takiego zapachu i smaku wody można przecież się po......

Jak już wcześniej powiedziałem, nie boję się myć naczyń w wodzie prosto z rzeki (bo woda ta, to jak Felix już pisał). Ale gdy ma to być do picia, gromadzona w zapas, ja nie pozwolę sobie na dyletanctwo. Tu nie ma bata - trzeba przefiltrować - chociażby z tej właśnie zawiesiny organicznej bo inaczej jak wyżej. - lub po prostu brać wodę kupną - o co w naszym kraju nie trudno.

Zużyta na bieżąco nie stanowi takiego problemu, ale całkowicie odmiennie jest gdy bierzemy na zapas. Dobry filtr w dużej mierze uwalnia nas od tego problemu.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku


Skocz do:  

Aktywności propagowane w tym forum mogą być niebezpieczne dla życia lub zdrowia.
Administrator nie bierze odpowiedzialności za ewentualne wypadki zaistniałe podczas ich uprawiania.
Pływaj zawsze w kamizelce asekuracyjnej. 90% (!) utonięć można by uniknąć gdyby ofiara miała ją założoną!

Korzystanie z Forum.Kanu.pl i www.Kanu.pl oznacza akceptację Regulaminu oraz zgodę na wykorzystywanie plików "cookies".

Administratorem www.Kanu.pl i forum.Kanu.pl jest Piotrek "Myszoor" Kaleta.

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group