Dołączył: 08 Sie 2010 Posty: 128 Skąd: Ontario, Kanada
Wysłany: 2013-02-07, 20:42
Do tej pory pamiętam, jak kułem się w Polsce do egzaminu na kartę wędkarską, zapamiętując limity dla różnych rodzajów ryb, metody połowów, dozwolony sprzęt, itp., a potem corocznie spędzałem godziny stojąc w kolejce w Związku Wędkarskim w Warszawie, aby wykupić właściwy roczny znaczek. A i tak czasem milicja zabierała wędki i dawała kary, bo miała swoją, niepodwarzalną interpretację przepisów.
W Ontario nie ma żadnych egzaminów na pozwolenie wędkarskie, zresztą biorąc pod uwagę te tysiące jezior, trzebabyłoby być geniuszem, aby zapamiętać chociażby ułamek z tych przepisów. Dlatego co roku są dostępne broszury, gdzie po prostu znajduje teren, na którym łowimy ryby i znajdujemy przepisy dotyczące tej okolicy (jak ktoś się interesuje, to przesyłam link w formacie .pdf, http://www.mnr.gov.on.ca/...nt/286927.pdf).
Policja sprawdza te nowe ‘licencje’ na łodzie motorowe, ale głównie patrzy, czy znajduje się na łodzi wymagana ilość kapoków/kamizelek (nie muszą być noszone, ale musi być ich tyle, ile jest osób) i innego sprzętu, w zależności od wielkości łodzi i rodzaju silnika. Najbardziej kontrolują, czy nie pije się alkoholu – opowiadał mi wędkarz, że ich bardzo dokładnie sprawdzono, gdy zauważono pustą puszkę po piwie. Co do kanu, to rzadko sprawdzają, ale generalnie chcą zobaczyć, czy się ma kapoki, niezatapialną linę 15 m., pojemnik do wybierania wody, gwizdek i latarkę (oraz wiosła!). Nas tylko raz sprawdzili na rzece – zwykle tam, gdzie pływam, jeste tyle skał, że żadna motorowa łódź policyjna nie odważyłąby się zapuścić, co zresztą potwierdzali lokalni wędkarze, dobrze znający podwodne skały i mielizny – i nawet każdemu dali w ‘nagrodę’ breloczek.
A co do tych większych i ogromnych łodzi (motorowych czy też żaglówek), to chociaż nie potrzeba żadnych kursów/pozwoleń/kwalifikacji, to każdy po prostu sam przedtem chodzi na kursy nawigacyjne i inne – wydawszy kilkadziesiąt tysięcy albo nawet ponad milion dolarów na łódkę, każdy raczej stara się posiadać wymagane umiejętności – ale i tak co jakiś czas słyszy się o wypadkach, gdy łódź wpadła na podwodną skałę.
Na szczęście z kanu nie mam takich problemów, nie muszę się martwić o znajomość nawigacji czy też innych przepisów, po prostu płynę przed siebie i podziwiam piękne krajobrazy!
no to się nie masz czym chwalić, bo to standardowe wyposażenie kamizelki jest ...
_________________ Good judgment comes from experience, and experience comes from bad judgment : ) | Mysia Perć™ : P
Dumoine - zapiski z budowy -> eBook
Wiesz ... nie będę się kłócił, ale ... mój dość prosty Aquarius coś takiego po prostu ma w standardzie i wydawało mi się że jak on to ma to tym bardziej mają go "mocniejsze" modele :D A jak się rozglądałem za czymś na wymianę to między innymi w Orco Pro widziałem to na zdjęciach. Ostatecznie padło na coś innego i aż mnie ciekawi czy producent to dodaje - za dwa tygodnie będę wiedział :) Tak czy inaczej - jak woda szumi dookoła to gwizdek naprawdę może być jedynym sensownym narzędziem by zwrócić na coś uwagę.
_________________ Good judgment comes from experience, and experience comes from bad judgment : ) | Mysia Perć™ : P
Dumoine - zapiski z budowy -> eBook
Dołączył: 08 Sie 2010 Posty: 128 Skąd: Ontario, Kanada
Wysłany: 2013-02-08, 17:25
Większość tańszych kamizelek nie ma, niestety, gwizdka ani nawet kieszonki. Te droższe mają gwizdek, jak też w kieszonce jest m. in. lusterko. Gdy jednak je przymierzałem w sklepie, źle się w nich czułem i w rezultacie kupiłem jedną z tańszch-ale przynajmniej świetnie pasuje i ją bardzo często noszę, a to chyba najważniejsze.
O ile się nie mylę, to absolutna większość ludzi pływających na kanu/kajakach używa kamizelki ratunkowej, tzn. tej bez kołnierza, bo inaczej trudno byłoby ją nosić i wiosłować. Oczywiście dzieci mają kamizelki asukuracyjne, które automatycznie odwracają je na plecy.
Dołączył: 08 Sie 2010 Posty: 128 Skąd: Ontario, Kanada
Wysłany: 2013-02-08, 18:27
Dziękuję za korektę.
To znaczy, że miałem na myśli kamizelki asekuracyjne, które są tutaj powszechnie używane. Gdy byłem w Polsce, jedynie były 'kapoki', zresztą praktycznie niemożliwością było je na sobie nosić, a niektóre nawet tonęły (!).
... ratunkowe mają kołnierze i odwracają, asekuracyjne nie.
Asekuracyjne niektóre tez maja kołnierze. Dziecięce.
Pierwsze dwie kamizelki (ten sam producent) ktore synowi kupowałem były właśnie z kołnierzami.
Tłumaczono mi to dużym ciężarem głowy u małych dzieci przez co w kamizelce bez kołnierza dziecko może sie zwyczajnie obrócić głowa w dół.
Przyznac trzeba ze to katorga była dla niego w upalne dni.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach