Plan był prosty. Startujemy i płyniemy aż do znudzenia
Dla większości załogi był to pierwszy spływ kanu.
Start z Czerwonego Dworu nad jeziorek Szwałk Wielki, z mostu nad płytką rzeczką, gdzie co i rusz trzeba było kanu przeciągać na mieliznach.
Załoga w komplecie, po krótkim postoju na plaży i przepakowaniu bagaży, pełna zapału ruszyła przez jeziora.
Przesmyk łaczący jezioro Szwałk Wielki i jezioro Piłwąg.
Kolejny przesmyk między jeziorami Piłwąg i Łaźno wyglądał podobnie, międzu jeziorem Łaźno a Litygajno również prawie stojąca woda.
Po przepłynięciu prawie 5km tym ostatnim dopływamy do ujścia rzeki Ełk zwanej w początkowym odcinku Łaźną Strugą.
Słaby prąd poniósł nas przez bagienne łąki i lasy na południe. Szlak jest łatwy i bardzo malowniczy, jedynym utrudnieniem było przeciąganie kanu nad zbyt nisko wiszącym pomostem.
Około 21 zaczynamy z niecierpliwością rozglądać się za mostem drogowym w Kijach, przy którym to moście znajduje się miejsce biwakowe. Jak się można było spodziewać, nasz kapitan poległ wcześniej
Po rozbiciu namiotów i kolacji, około godziny 2 w nocy udaliśmy się na spoczynek. Niestety około 3 przyjechała miejscowa młodzież, by zażyć kąpieli. O 4 się zebrali, po czym o 5 wrócili by wyleczyć kaca lub się dopić. Jednym słowem, mimo iż bardzo grzeczni i sympatyczni, nie pospałem sobie.
Około 9 wyruszyliśmy w dalszą drogę.
Przed nami miejscowość Połom i najbardziej malowniczy odcinek rzeki Ełk, wpadający do jeziora Łaśmiady. Na pierwszych kilku kilometrach sporo wywrotów, później nurt
przyspiesza a szlak jest oczyszczony pod liczne spływy organizowane na tym krótkim odcinku.
Do 2.5 godzinach od startu dopływamy do jeziora Łaśmiady, gdzie po lewej stronie w miejscowości Sajzy czeka niespokojna teściowa z obiadem.
Pierwsze 30 kilometrów za nami
_________________ When you have to shoot...Shoot! Don't talk
Wysłany: 2013-07-15, 21:41 Re: Rzeką Ełk przed siebie
Szajba napisał/a:
jak patrzę na wodę to widzę, że spodobało by mi się
_________________ Good judgment comes from experience, and experience comes from bad judgment : ) | Mysia Perć™ : P
Dumoine - zapiski z budowy -> eBook
Po odespaniu nieprzespanej nocy, ruszyliśmy w dalszą drogę.
Po przepłynięciu jeziora Łaśmiady, przeciąganie kanu przez wąski przesmyk między przęsłami mostu pontonowego w Malinówce (drogowy jest w remoncie) i jeziora Straduńskiego lądujemy między węgornią a jazem w Stradunach.
Krótka przenośka nie nastręczająca większych problemów, szybkie zakupy w pobliskim sklepie i wraz z powolnym nurtem spływamy do jeziora Haleckiego i dalej rzeką do Ełku.
Kilka kilometrów przed Ełkiem bardzo przyjemne miejsce do biwakowania. My mamy czas tylko na kawę i szybką przekąskę dla głodomorów
Na tym odcinku rzeka wije się leniwie na krawędzi lasu, a nieliczne przeszkody nie stwarzają większych problemów
Około 18 wpływamy do Ełku i przed nami kolejne wyzwanie - kilka kilometrów prze jezioro Ełckie połaczone z wyszukiwaniem wypływu rzeki Ełk.
Kilometr przed Nową Wsią Ełcką biwak w lesie.
Wczesnym rankiem, około 10 ruszamy w dalszą drogę. W Nowej Wsi Ełckiej przy jazie załoga uszczupla się o dwie osoby , dalej płyniemy w trójkę. Po przesiadce na ławeczkę szlakowego i przepakowaniu kanu Prospector robi za jedynkę.
Wieczorem jesteśmy pewni, to musi być już Podlasie
Biwakowanie w stepie, wśród wysokich traw. Wpłynęliśmy już na kanał Rudzki, będący przedłużeniem rzeki Ełk, której stare koryto odbija w lewo, a prąd w rzece zmienia kierunek.
Kolejny dzień to góry, jaskółki, bydło i konie.
Wreszcie doczekalismy się szybszego nurtu. Most w Osowcu a jednocześnie granica Biebrzańskiego Parku Narodowego.
Na odcinku Parku którym zamierzaliśmy spłynąć są do dyspozycji trzy pola biwakowe. Krótka narada gdzie nocujemy i ruszamy w dalszą drogę.
Płyniemy w tunelu z trzcin, od czasu do czasu widoczne rozlewiska pokryte grzybieniem i trzciną. Podrywające się stada gęsi gęgawej i czapli po kilku kilometrach przestały wzbudzać okrzyki zachwytu. Zaczynamy się aklimatyzować w głuszy. Po dotarciu do najbliższego pola namiotowego około 20 wieczorem, jednogłośnie przyjmujemy propozycję najmłodszego , że płyniemy dalej. Tym chętniej iż na pole przybywa na przyczepie traktorowej gromada podchmielonych chłopców i dziewcząt z pobliskiej wsi.
Zanocujemy gdzieś po drodze.
Jak to mówią, w nocy strach ma wielkie oczy. W przypadku Biebrzy, ma również wielkie uszy
Jako leśnikowi z wykształcenia i miłośnikowi przyrody, nie raz nie dwa przyszło mi nocować w miejscach nie mniej urokliwych i niespokojnych nocą, jednak dla synów był to swoisty chrzest. Pływające truchło łoszaka, czy prawie "świeży" bóbr tylko dodawały smaczku nieustannemu szmerowi w trzcinach czy wrzaskom setek ptaków.
Spłoszone bobry z pluskiem ogona przypominającym wrzucanie zwłok z mostu, chyłkiem przemykające przy brzegu kaczki nie próbujące nawet poderwać się do nocnego lotu.
O 23 przybiliśmy do piaszczystej łachy, rozbiliśmy namiot iw tym samym momencie zaczęło padać. I tak padało, i padało... do południa dnia następnego.
Gdy około 12 deszcz przemienił się w mrzawkę, ruszyliśmy dalej.
Cywilizacja, a właściwie coś jakby pozostałości cywilizacji
Pływające bydło
Nieczynny prom
Biebrzańskie pychówki
Trochę się przejaśniło i można się na słoneczku wysuszyć.
Po dopłynięciu do Narwii, kontaktuję się z naszym transportem i na 19 umawiamy się pod mostem w Wiźnie.
Najmłodszy już padł, mi coś strzyka w karku, starszy syn tępym wzrokiem obserwuje horyzont wyglądając mostu - kresu naszej wędrówki.
Punktualnie o 19 dobijamy do nabrzeża pod mostem, po chwili oczekiwania ładujemy kanu na dach i zmęczeni, ale szczęśliwi wracamy do domu planując kolejny spływ.
Podsumowanie
W sumie pokonaliśmy 158km, z czego najdłuższy dzienny odcinek wyniósł 43km. Sam spływ był sprawdzianem naszych możliwości w połączeniu z poznawaniem przyrody naszego regionu. Potwierdziło się że najpiękniejsze są wąskie płytkie rzeki wśród lasów, potwierdziło się również iż płynięcie wśród pól, wysokich brzegów porośniętych trzciną jest nużące.
I co najważniejsze, potwierdziło się że złapaliśmy bakcyla, a kanu daje możliwość miłego spędzenia czasu z rodziną na łonie natury.
_________________ When you have to shoot...Shoot! Don't talk
Biwakowanie poza wyznaczonymi miejscami jest niedozwolone, pływanie po zmroku jest niedozwolone.
Zaszyć się i owszem można, ale należy się liczyć z ewentualną odpowiedzialnością karną.
_________________ When you have to shoot...Shoot! Don't talk
Prawie cała Biebrza płynie w obrębie Parku wiec nie ma co tego porównywac do całej Polski.
Mimo to polecam ją do przepłyniecia i to całą dla osób ceniących sobie kontakt z mało przekształconą przyrodą ( nie koniecznie rządnych widoków) Można zaczać na Sidrze lewym dopływie.
Żółtodziób, porównałem bo z tego co wiem w Polsce rozbijać namiotu poza miejscami do tego wyznaczonymi nie można, jednak zgadzam się z Tobą, że na terenach PN nie powinno się biwakować. Natomiast zakaz biwakowania poza miejscami do tego wyznaczonymi w PL (oczywiście oprócz PN, rezerwatów itp.) jest dla mnie nie do przyjęcia. Nie lubię wspólnych pól namiotowych czy dużych biwakowisk w szczególności z podpitą i rozwrzeszczaną młodzieżą w tle, i dlatego dopóki ktoś mnie nie przekona, że naprawdę warto dla tej rzeki poświęcić spokojne, dzikie biwaki to Biebrzę odłożę na później. Dodam, że biwakuję intensywnie od kilkudziesięciu lat, od wiosny do jesieni a zdarzało się i zimą, i jak do tej pory mandatu za to nie płaciłem, mimo tego, że znalazł mnie parę razy leśnik/strażnik leśny czy pogranicznik. Noclegi w miejscach wyznaczonych policzyłbym pewnie na palcach. Własnych.
A zapytałem o to bo z relacji Rafała wynikało, że jednak spali na dziko na łasze. Albo chciałem żeby tak wynikało
Niemniej jednak nikogo do takich jak moje zachowań nie zachęcam a nawet odradzam jako niebezpieczne dla przyrody, naszego portfela i nas samych.
Biwakowanie na terenie Biebrzańskiego Parku i owszem powinno być ograniczone do wyznaczonych miejsc.
Podobnie jak powinien być ograniczony ruch samochodowy, a nie jest - wędkarze dojeżdżają sobie nad samą Biebrzę.
Nie powinno się sprzedawać kart wędkarskich obowiązujących na terenie parku, a sprzedaje się.
Nie powinno się sprzedawać zezwoleń na przepływanie łodziami motorowymi, a sprzedaje się.
Pominę wypas bydła, bo nierozumne zwierzęta nic tu winne nie są
Przy okazji - w dzień powszedni na odcinku ok 40km spotkaliśmy około setki wędkarzy. I tych pływających pychówkami i tych wydeptujących trzcinowiska.
Osobiście odradzam pływanie w dni wolne ze względu na prawdopodobny tłok.
Turysty nie spotkaliśmy żadnego.
_________________ When you have to shoot...Shoot! Don't talk
...akurat bydła w postaci krów nie czepiałbym się, bo te akurat oddziaływają pozytywnie na Biebrzę i dzięki nim Biebrza jest tym, czy jest.
Dokładnie tak jest.
na terenie BPN mocno zarysowana jest sukcesja roślinności zaroślowej w miejsce dotychczasowych turzycowisk. Dlatego wprowadzono na powrót ograniczoną forme gospodarowania - między innymi koszenie oraz wypas koników polskich.
W mojej ocenie dolina Biebrzy przed utworzeniem Parku była lepiej chroniona niż teraz.
A to z powodu natłoku "turystów" których wcześniej prawie nie było a teraz do Parku walą tabunami. Często w ramach tealizacji programu wycieczk.
Dołączył: 31 Mar 2014 Posty: 48 Skąd: Warszawa/Iława
Wysłany: 2014-04-05, 02:31
Jakże słuszne spostrzeżenia. Płynąłem Biebrzą 28 lat temu, potem łaziłem tam trochę po bagnach - jeszcze jak PN nie było. Był to dziki, prawdziwie mokradłowy teren. Jak płynęliśmy, to były odcinki po 40 km, gdzie nie było jak wysiąść z łódki - samo bagno. Ludzi na całej rzece może ze trzech. W zeszłym roku mój brat wybrał się ponownie (wtedy płynął z nami) i po powrocie powiedział, że nie ma już dawnej Biebrzy, ludzi więcej niż zwierząt, bagniska osuszone, całe to środowisko zanika, za to komercja kwitnie. Relacja ta była dla uczestników dawnego spływu dość przerażająca, bo wtedy przeżyliśmy tam naprawdę trudne chwile z uwagi na brak możliwości noclegu, brak ludzi, całkowicie dziką przyrodę. A przecież teraz jest PN, którego wtedy nie było, powinno być raczej odwrotnie.
Takich przykładów znam niestety więcej, jest to dla mnie o tyle przykre, że do stworzenia części z takich "obszarów chronionych" się osobiście przyczyniłem (w dobrej wierze).
Druga kwestia - ów nieszczęsny zakaz biwakowania poza miejscami wyznaczonymi - moim zdaniem pokomunistyczny relikt, ale mający się bardzo dobrze. Niczemu poza wkurzaniem "ludzi przyrody" nie służy, nie znam żadnego pozytywnego przykładu, żeby czemuś zapobiegł. No, może jeszcze podnosi wpływy do kas gminnych - raz, z mandatów, dwa, bo dzięki temu więcej jest osób zmuszonymi do korzystania z tzw. pól namiotowych. Kto ostatnio płynął np. Brdą wie o czym mówię - gdyby stosować się do cennika, to po jednym noclegu można być bankrutem. A wybudowane toto za unijne dotacje, miało być lepiej.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach